yoozeq w snapszotach

23 kwi 2008, środa

Just… married:)

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 21:00

Karol Szafrański. Żonaty.

Szczerze? Nie czuję potrzeby robienia niesamowicie wylewnych opisów tego, co działo się 12 kwietnia 2008, trochę wcześniej i trochę później. Może kiedyś poświęcę więcej miejsca refleksji o tym, że wreszcie świat wskoczył mi na właściwe miejsce. Bo jestem mężem kobiety, którą kocham. I napełnia mnie to przeogromnym spokojem i nadzieją oraz wdzięcznością dla Pana, który mnie nią obdarował. Albo o tym, że noszę w sobie poczucie porażki, jeżeli chodzi o kształt wesela. bo noszę, ale skoro się udało, to może nie będę tego publicznie roztrząsał…

Tak na zimno i bez emocji? To wyobraźcie sobie Karola, który z emocji właśnie zapomina na własnym weselu PINu do własnej komórki. Ten Karol, który normalnie w środku nocy wyrecytuje wam szereg potęgowy dwójki do dwudziestej włącznie, a co rano po wejściu do biura i odpaleniu służbowego kompa wpisuje sześć różnych haseł. O nie, nie było na spokojnie i bez poruszeń. Szczególnie w ostatnich kilku godzinach przed “godziną zero”…

Najważniejsze… nie wesele i nie goście, choć cieszymy się z ich obecności i prezentów. I z serca dziękujemy i księdzu, który bardzo mądrze, ciepło i z oddaniem poprowadził ceremonię, i rodzinie, i Justynie i Olkowi, i znajomym, którzy pofatygowali się na ślub, i Lili za psalm, i w ogóle wszystkim, którzy byli z nami (cieleśnie bądź duchowo i modlitewnie) bądź pomogli nam w organizacji przebiegu uroczystości.

Najważniejsze… stało się 12 kwietnia i dzieje się nadal, każdego dnia - między Wiolą, mną i Panem Bogiem w Trójcy jedynym, który zgodnie z przysięgą niech nam dopomoże wytrwać w miłości, wierności i uczciwości aż do końca naszych dni. Amen.

Uwierzcie mi, nawet nie przypuszczałem, że od środka będzie to wszystko tak piękne. Nie znałem mocy łaski sakramentu, któregośmy sobie udzielili (tak, tak, ślubu udzielają sobie małżonkowie nawzajem przed Bogiem, ksiądz tam tak naprawdę tylko asystuje, jakby ktoś nie wiedział…). Czysta wdzięczność, czysty zachwyt i czysta błogość… wszystko nowe i wszystko czyste…

Czemu od 13 kwietnia nie napisałem o tym wszystkim setki nie wiadomo jak długich postów? Bo po powrocie z pracy/wydziału wolę spędzać czas z żoną i dzieckiem, które nosi pod sercem, a korespondować z nią przez bloga nie muszę. Bo sprzątam i zmywam, kiedy ona śpi (a szybko się męczy) albo sam odsypiam. Albo po prostu siedzimy czy leżymy przytuleni, rozmawiając, śmiejąc się czy słuchając razem muzyki. Albo robimy… różne inne rzeczy właściwe małżeństwom :P Blog nie zając. Czytelników proszę o wyrozumiałość.

Nowa droga i zupełnie nowy rozdział w życiu.
Karol Szafrański. Żonaty.
Czegóż nam więcej potrzeba?… :)

6 lut 2008, środa

Nowa Droga, Nowa Nadzieja

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 22:28

Przelatuję myślą przez zeszły rok i nadziwić się nie mogę temu, w jakim tempie potoczyły się wydarzenia.
Rok temu moja bardzo dobra koleżanka, przyjaciółka prawie, bardzo potrzebowała mojego wsparcia… znacie resztę tej historii, prawda? Dziś jest najważniejszą kobietą mojego życia.

Z tamtych dni, z końca lutego i początków marca zeszłego roku pamiętam bardzo specyficzne wrażenie. Wrażenie, które chyba najlepiej da się opisać określeniem Nowa Nadzieja. Takie wewnętrzne przeczucie, że zaczyna się coś wielkiego, ważnego i pięknego. Początek nowej drogi. I choć nie wiadomo dokładnie, gdzie nas ta droga zaprowadzi, to prowadzi w dobrą, właściwą stronę.

Oczywiście nie obyło się bez potknięć, zawodów, porażek, rozczarowań. Sporo dowiedzieliśmy się o tym, co potrafimy, czego nie potrafimy, czego chcemy a czego w żadnym razie nie. Ale wrażenie pozostało. Droga mimo wszystko właściwa i kolejne kroki za nami.

Dokładnie to samo ma we mnie miejsce teraz. Czuję, że zaczyna się coś dobrego i ważnego. I to będzie dalece większe i poważniejsze, niż wszystko, co miało w moim życiu miejsce kiedykolwiek wcześniej.

I pojęcia nie macie, jak się z tego cieszę.

12 kwietnia 2008 o 16.00 w kościele Najświętszej Maryi Panny w Tomaszowie Mazowieckim powiemy sobie “tak” przed Panem Bogiem. A na początek września planowane jest przyjście na świat naszego pierwszego dziecka:)

2 gru 2007, niedziela

Bałaganiarz

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 18:08

Znowu mam wokół siebie bajzel. Bajzel jak okiem sięgnąć prawie. Gdzie w tym ja, gdzie Ty, gdzie On, gdzie My… Nie wiem. Nie wiem gdzie praca, studia, czas dla siebie samego. Refleksja. Zastanowienie. Spokój. Cisza. Książki, filmy, muzyka, znajomi, gazety, cała reszta świata.

Wyrywam ze świata po kawałeczku wszystkiego. Ciebie, nas, siebie, snu, wzruszenia z dźwięku w słuchawkach, spokoju porannej kawy z książką czy prasą.
I mam wokół siebie tylko skrawki. Które nie składają się w konkret. W komplet. W moje życie. W nasze życie.
Składają się w bałagan, w którym niczego konkretnego się nie znajdzie, bo niczego konkretnego nie ma.

Reset jakiś mi jest potrzebny. Nam potrzebny.
Z okazji Adwentu na przykład.

Drażnią mnie w tej chwili strasznie zapachy. I to bynajmniej niekoniecznie ten zapach z pizzerii na koszulce.

{Placebo - “Peeping Tom”}

16 lis 2007, piątek

UTF-8

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 4:46

Bo może być treść posta między bajtami (szczególnego znaczenia nabiera to przy unikodzie, a WordPress tak to trzyma). Może być muzyka pomiędzy dźwiękami i prawda pomiędzy faktami. Tak jak jest coś pomiędzy komórkami mojego ciała, jak są nitki DNA gdzieś między cząsteczkami H20.
Jest treść posta pomiędzy bajtami, są moje nie za bardzo pozbierane myśli gdzieś dookoła.
I jest droga pomiędzy zakrętami i przebłyski jasności gdzieś między czarnymi nićmi.
Są kawałeczki normalności między całą tą wysokociśnieniową mieszanką wszystkich przeżytych euforii i rozpaczy.
Nie chcę Go znaleźć. Chcę go szukać.
Nie chcę do Niego dojść, chcę iść za Nim. Być zajętym szukaniem Jego śladów w codzienności. Przez codzienność być prowadzonym.
Nie uciszać siebie na siłę, ale sprawić, by moje wnętrze mówiło w miarę składnie i sensownie.
Chorować na coraz łagodniejsze odmiany dżumy, nie leczyć ich cholerą. I w końcu dojść do tego pułapu, w którym raz na jakiś czas łapie się katar…
Jest treść posta pomiędzy bajtami.
Idę spać.
___
/informatyków-pasjonatów informuję, że nie użyłem żadnych technik steganograficznych, nie szarpcie się z badaniem posta edytorem szesnastkowym/

28 paź 2007, niedziela

Refleksje znad cichej nocy w pustym pokoju

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 2:23

Już tak niedawno byłem przekonany, że zostałem kimś, kim zawsze chciałem być. Że oto wszystkie marzenia od tej pory ucieleśnią się nieomal same, że przyszłość jest świetlana, różowa, “będzie pięknie i wspaniale, tęcza na niebie się ukaże…”
A tu zonk.
Nie taki gigantyczny (jeszcze) ale jednak.

Budzę się i patrząc na to wszystko, co dzieje się wokół mnie, zdecydowanie stwierdzam, że za łatwo pozwoliłem sobie na zostanie kimś, kim być nie chciałem. I nadal nie chcę. Bo nie chcę za paręnaście lat skwitować tego okresu życia stwierdzeniem “tak było prościej/łatwiej/wygodniej/przyjemniej/mniej męcząco”. Bo jeśli się teraz poddam, to już pomijając wszystkie inne aspekty, nigdy nie będę tym, kim chcę. Po prostu nauczę się bierności w przyjmowaniu rzeczywistości, poddania biegowi wydarzeń. Lenistwa. I przez resztę życia będę usiłował zapomnieć, że kiedyś chciałem z całych sił kształtować fakty. Wyuczony odruch niepróbowania. I spadanie w stronę średniej krajowej w każdym aspekcie życia.

Odwrażliwiam się.
Kompromisy się łaszą do stóp, żeby zacytować Ciechowskiego. Pytanie, czy ja tak jak on wolę masakrę, czy raczej tę ich “oślizgłą przychylność”. Wiem tylko tyle, że jeśli przeżyję życie szybko i płytko, to chyba za czterdzieści lat będę wył z żalu.

{Rihanna - “Unfaithful” przepuszczona przez wycinacz wokalu}

PS. Jak mi cholernie brakuje tego, że w te wakacje nie spędziłem dwóch tygodni sam na sam z Bogiem, jak przez poprzednie cztery lata… Może dlatego na przykład “Running Up That Hill” Placebo (i nie tylko) wydaje mi się być przepełnione taką wielką, przeogromną tęsknotą za czymś…

20 paź 2007, sobota

A Ty gdzie masz prawo głosu?

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 3:31
Tags: , , ,

Ani słowa wam nie powiem, na kogo zagłosuję. Kto mnie zna, pewnie się domyśla. Ale przede wszystkim jedna rzecz - zagłosuję.
Nie ma ludzi idealnych. W partii, która dostanie ode mnie krzyżyk, są na pewno porządni, uczciwi i odpowiedzialni ludzie oraz kłamcy, karierowicze i złodzieje. Tak jak w każdej Nie mogę mieć nawet pewności, czy człowiekowi, przy nazwisku którego ten krzyżyk postawię, będzie bliżej do pierwszej, czy drugiej grupy.
Wysiliłem się. Pomyślałem. Zastanowiłem się. Poczytałem, posłuchałem, pooglądałem. I spróbowałem wyrobić sobie jakieś zdanie, które pozwoli mi podjąć decyzję w sposób możliwie nieprzypadkowy. Bo wyszedłem z założenia, że ją podejmę. Że zagłosuję, bo to mój obowiązek.

Tak, ja też miałem nieraz wyżej uszu wiadomości o kolejnych kłótniach, aferach, roszadach koalicyjnych, personalnych, czasem wręcz polityki w ogóle. Też czasem kusiło mnie, żeby pomyśleć “oni wszyscy są tacy sami, chodzi im tylko o kasę/władzę/karierę/dopisać wg uznania”. Ale to nie jest rozwiązanie. Nie wszyscy ludzie są źli, więc nie każdy lekarz to łapówkarz, nie każda pielęgniarka jest gburowata, nie każdy polityk to chory na władzę złodziej próbujący wcisnąć kolegów na wszystkie możliwe intratne stanowiska. Po prostu statystycznie byłoby to niemożliwe.

Wyszedłem ostatnio z założenia, że ludzie nie idący na wybory “bo mnie to nie interesuje”, “bo nie ma na kogo głosować”, “bo co jeden mój głos zmieni” tak naprawdę wszyscy zakreślają jedno pole na karcie do głosowania. Pole, które powinno być opisane mniej więcej tak:

[x] MAM TO GDZIEŚ. NIE INTERESUJE MNIE, KTO I JAK MNĄ BĘDZIE RZĄDZIŁ I WYDAWAŁ PIENIĄDZE Z MOICH PODATKÓW. NIE CHCĘ, ŻEBY KTOKOLWIEK ROZLICZAŁ SIĘ PRZEDE MNĄ ZE SWOICH OBIETNIC, NIE MAM ZAMIARU KORZYSTAĆ Z PRAWA, KTÓRE DAŁA MI DEMOKRACJA. UROCZYŚCIE OBIECUJĘ PRZEZ NASTĘPNE CZTERY LATA NIE ODZYWAĆ SIĘ ANI SŁOWEM O POLITYCE - W KOŃCU ONA MNIE NIE INTERESUJE, NIE CHCĘ MIEĆ NA NIĄ ŻADNEGO WPŁYWU I W ŻADEN SPOSÓB ZA NIĄ ODPOWIADAĆ.

Tak, dokładnie - uważam, że jeśli ktoś dobrowolnie rezygnuje z prawa do głosowania, to powinien być konsekwentny i nie zabierać potem głosu co do wyniku wyborów, samej władzy i jej decyzji. W końcu opowiedział się za opcją “wszystko mi jedno”. Nie skorzystałeś z prawa głosu - nie zabieraj głosu.
Nie masz na kogo głosować? Żaden kandydat Ci nie odpowiada? Idź i oddaj pustą kartę albo zakreśl wszystkie kwadraciki - jedno i drugie czyni głos nieważnym. Jeśli w skali kraju będzie np. 4,5 miliona nieważnych głosów, to to będzie o czymś świadczyć. I może wywoła ogólnonarodową dyskusję. I refleksje polityków. A ty będziesz zasypiał z czystym sumieniem, bo się jednoznacznie wypowiedziałeś.

Jeszcze nie zamierzam wiać z tego kraju. A co za tym idzie - nie jest mi wszystko jedno. I mam nadzieję, że wam też.
Idźcie na wybory.

23 wrz 2007, niedziela

“It doesn’t hurt me…” - anymore.

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 21:33

I teraz, po tym wszystkim, o czym wiemy tylko my troje, po środzie, która przypomniała mi trochę najgorszy okres życia - z zerowym poczuciem bezpieczeństwa i niemożnością zniesienia codzienności, po czwartku, z którego zapamiętam trzeszczący w posadach plan na życie oraz egzamin z tego, co w nim (życiu) najważniejsze, po piątku z biegiem na autobus przez ciemność, po sobocie i niedzieli, kiedy z pewnym trudem odzyskiwałem dawny spokój i nadzieję…
Po tym wszystkim napiszę wam tylko trzy słowa, których strasznie długo tu nie pisałem. Bo jakoś niby nie było okazji. A przecież widać to na każdym kroku, jeśli się chce to zobaczyć.

PAN
JEST
WIELKI
:)

{Placebo - “Running Up That Hill” - absolutnie przegenialny cover Kate Bush. Oryginał zresztą też polecam.}

20 wrz 2007, czwartek

To-do list

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 22:19

Być cierpliwym. Łaskawym. Nie zazdrościć, nie unosić się pychą ani gniewem, nie dopuszczać bezwstydu. Złego nie pamiętać. Wszystko znosić, wszystkiemu wierzyć, we wszystkim pokładać nadzieję.
Nikt nie obiecywał, że będzie prosto. Życia usłanego różami bez kolców.
Świata nie da się przeżyć spod ciepłej kołdry, będąc szczelnie zawiniętym w sweter. Choć czasem by się chciało. Bo boli głowa, żołądek, serce i wszystko inne. I nie ma siły na nic poza snem, dającym złudzenie ochrony przed rzeczywistością…
Trudno.
Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

W końcu podług wyznawanej przeze mnie wiary, istotą i sensem życia jest miłość.
Choć może tak pojmowana wygląda w dzisiejszych czasach wygląda jak marzenie Ikara o lataniu na skrzydłach z piór sklejonych woskiem. No ale…
“…jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on,
ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę…”

{Eldo - “Plaża”}

17 wrz 2007, poniedziałek

Nadejszła wiekopomna

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 0:20

Otóż dziesięć minut po północy Karol dobrowolnie postanawia złożyć swe umyte i odziane w piżamę (składającą się z t-shirta i bokserek) ciało w pościelonym uprzednio łóżku. Na jakieś osiem godzin, bo za tyle wstać musi. Siedem po północy - nie o drugiej, nie wpół do czwartej. Ludzie, co się porobiło ze mną…

***
Jestem gotów gnieść się z nią (i dwójką dzieci dajmy na to) przez na przykład osiem lat w małym, dwupokojowym mieszkaniu. Dajmy na to takim jak to, w którym wciąż jeszcze formalnie jestem zameldowany, choć w sumie nie ma tam nawet mojego łóżka, półek, szafek itp… I za lat kilkanaście stanąć na progu własnego domu czy mieszkania - wiedząc, że jest to rezultat mojej (naszej) własnej pracy i błogosławieństwa Bożego. I nikt nam tego kawałka gruntu pod nogami i własnych czterech ścian nigdy nie wypomni.
Jestem przyzwyczajony do tego, że zaczynam od zera. Coraz bardziej zaś przyzwyczajam się do tego, że mogę zajść własną pracą naprawdę daleko. Tak, po dwudziestu dwóch latach życia zaczynam naprawdę rozumieć, co znaczy wiara w siebie.

7 wrz 2007, piątek

Półrocznica

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 16:00

Post ukaże się publicznie o szesnastej. Równo pół roku po rozmowie, w której oboje powiedzieliśmy sobie, że wyjdziemy naprzeciw temu, co się w nas rodzi… temu poczuciu, i przekonaniu, że może właśnie nie ona i ja, ale my

Nie, Wiola nie zdobyła mnie ani wyglądem (choć mógłbym patrzeć na nią godzinami i nie miałbym dość) ani “przez żołądek” (choć przyznam - przywiązuje mnie tą metodą do siebie systematycznie i z widocznym w pasie skutkiem:P). Czym w takim razie? Tym, że w kwestiach podstawowych wyznaje bez zastanowienia dokładnie te same wartości, trzeźwym spojrzeniem na życie, ciepłem i ogromem zrozumienia. Oraz setką innych rzeczy.

Czy można czytać sobie w myślach? Okazuje się, że porozumiewanie bez słów wychodzi nam znakomicie - głównie dzięki… rozmowom. Nie było takiej rzeczy, o której nie potrafiłbym z nią rozmawiać. Zresztą jeszcze długo przed tym, nim zaświtała nam w głowie myśl o związku, potrafiliśmy przegadać noc. Już wtedy znajdowaliśmy w sobie wsparcie i zrozumienie. Powoli rosło wzajemne zaufanie - rzecz podstawowa moim zdaniem. Dziś nie muszę w żadnej sytuacji niczego udawać. Mogę mówić, co myślę i czuję, nie wstydzę się własnej osoby, czuję się pewnie i bezpiecznie. Czułem się pewnie i bezpiecznie nawet, kiedy leżałem niemal nieprzytomny po operacji szczęki, a ból rozrywał mi głowę. Bo była przy mnie. A przy opiekowała się mną tak troskliwie chyba, jak moja własna mama. Rozmawiała z lekarzami, latała po sklepach i aptekach, siedziała ze mną długie godziny, nawet wtedy kiedy spałem…

Jakimś niesamowitym darem chyba jest nasze współodczuwanie. Potrafimy w jednej chwili dojść niezależnie do tych samych wniosków, przypomnieć sobie tę samą rzecz, przeżywać te same emocje a nawet ból. Nasze uczucia i stany nie tylko przenikają się wzajemnie, ale wręcz czasem zdają się iść jednym torem obok siebie. Telemagia jakaś… Ostatnio nawet oboje topniejemy wewnętrznie na widok małych dzieci…

Wiola nie jest nudna. Ale jest przewidywalna. Potrafi zaskakiwać, ale nie kompletnie zbić z tropu i podawać w wątpliwość to, co kiedyś uznaliśmy za niezmiennik. Bycie z nią jest ciekawe, ale nie jest totalną huśtawką emocjonalną - na szczęście. I nie trzeba jej ratować przed całym światem. Bycie z nią nie jest dla mnie misją dziejową ocalenia jej, jestem z nią dla niej samej. Może dlatego mam tyle nadziei i rosnącej pewności, że nam się uda?

Wzbudza we mnie moc, siłę i motywację do samodoskonalenia. Nie próbuje zrobić ze mnie, ani widzieć we mnie kogoś, kim nie jestem. Nie próbuje mnie zmieniać na siłę. Ja jej zresztą też nie. Jeśli notorycznie zwracam jej uwagę w jednej sprawie (słownie jednej) to na jej wyraźną prośbę.

Czy my się kłócimy? W sumie nie zdążyliśmy ani razu… bo nim kończyło się kłótnią, wyjaśnialiśmy sobie wszystko. Miewaliśmy do siebie pretensje i to spore. Co nie przeszkadzało nam się porozumieć. Do dziś potrafimy przegadać noc. A ja nie rozumiem, co na dłuższą metę chcą osiągnąć pary, dla których narzędziem dyskusji i podkreślania swojej racji jest foch…

Aha - co ważne, Wiola dzieli ze mną moją pasję. Też gada żargonem i skrótami, potrafi przepartycjonować HD i przeinstalować sobie Windows, wiedziała, co kryje się za marką iRiver, ba… kiedy ją poznałem, używała Firefoksa i Konnekta, jak ja. Krzywi się na sam dźwięk słowa “Vista”. Chce pisać sobie szablony blogowe na DIVach i CSSie. Gadam po mojemu, a ona rozumie i to jest piękne. Moja krew - chciałoby się rzec:)

Te pół roku tylko utwierdziło nas w wyborze. Tak, jak codzienne nieraz msze, godziny wspólnej modlitwy… I niech - tak jak na początku i przez cały ten czas - czuwa nad nami Miłosierdzie i Łaska Jezusowa. Niech nas jednoczy, oczyszcza i błogosławi. Pomódlcie się czasem i za nas:)

Hmmm… pół roku:) I przekonanie, że to dopiero nasz początek:)

Wiola.
Moje szczęście.
Daj Boże - moja przyszłość, dorosłość i starość.
Moja najlepsza przyjaciółka.
Moja dziewczyna.

Jedno zdanie, które mi tu teraz pasuje: “dobrze, że jesteś…”

Następna strona »

Blog na WordPress.com.