yoozeq w snapszotach

17 cze 2008, wtorek

Seattle

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki — yoozeq @ 12:14

Tell me where’s my mother
tell me why she’s gone
it’s so strange
tell be ’bout my father
seems my father crossed the line
without a word

show me the way with my heart open wide
won’t you tell me the truth tonight?
show me the way with your heart open wide
when I whisper my tears through the glance
see no more

life things are broken so tell me how to win
not to loose
those memories of broken time, I hold them close in heart
see no more
life and dreams of human kind burried by the time
see no more
thoughts we have in trouble face forever travel in time
see no more, she knows right

show me the way with my heart open wide
won’t you tell me the truth tonight?
show me the way with your heart open wide
when I whisper my tears through the glance

and when I’m walking
all running through the dark
you are the only side
you seem the angel, my guard
but every scalar so far from her days
while making universe you’d better think twice

show me the way with my heart open wide
won’t you tell me the truth tonight?
show me the way with your heart open wide
when I whisper my tears through the glance

{Tomasz Korpanty - “Seattle”}

Bo z rzeczy nie dających mi spać przynajmniej tę piosenkę mogłem rozbroić. A z tego, co widzę, chyba nikt przede mną tego nie zrobił.
Wersja przybliżona, proszę nie mieć pretensji, jeśli coś poprzekręcałem.

18 gru 2007, wtorek

Zima, dźwięki i trzecia w nocy

Kategoria wpisu: Codzienność, Muzyka-film-książki — yoozeq @ 3:36

I trzecią w nocy się sycę i wizaż foobara na zimę przemalowuję (screen tutaj). I Chmielewską poczytuję i głaszczę uszy basami Timbalanda… (”It’s too late to apologize… it’s too late…”).
I jeszcze deliberuję sobie nad wyższością Cresynów iRiverowych nad Sennheiserami MX350. A może tych Sennek nad Cresynami. Bo soprany mają całkiem miłe i przyjemne jak dla mnie, tylko bas, bas, gdzie bas… Bas powinien kopać przynajmniej, a tak serio to przytulać, żeby się ciepło robiło i dreszcz przechodził po plecach. Chyba zaraz sięgnę cichaczem po te AKG śpiącego współlokatora. Kto mi zbuduje porządny wzmacniacz słuchawkowy i sprezentuje na Gwiazdkę?

I leżę tak sobie spokojnie, z Thinkpadem na kolanach, tym z czasów, co to Lenovo składało, ale IBM się jeszcze do nich przyznawał, tym, który kilka dni temu z pomocą współlokatora od AKG-ów zleciał z całkiem wysokiego stołu na podłogę i nie zrobiło to na nim szczególnego wrażenia… i tak sobie właśnie leżę i prawie mi zupełnie dobrze. Jeszcze tylko chciałbym mieć dyplom w kieszeni i… (cd. kiedyś…)

Od samego przyjścia cztery godziny temu z pracy widzę “Upłynął limit czasu żądania.” przy próbie spingowania czegokolwiek poza akademikiem. Cóż, znów wrzucę posta kiedyś tam, zmieniając mu tylko timestampa…

W uszach “Running Up That Hill” Placków moich ukochanych, w koncertowej z Santiago (z EP’07). Mieszanka tego latania i ziarenka przepotwornej tęsknoty, które są w studyjnej, z rytmem perkusji, który jeszcze bardziej to wszystko podrywa… ech, trochę szkoda Steve’a Hewitta…

6 gru 2007, czwartek

Daysleeper’s calm(less)nesses

Kategoria wpisu: Codzienność, Muzyka-film-książki, Pozostałe — yoozeq @ 3:40

Trzecia dwadzieścia.

Taka idealna chyba pora na Daysleepera R.E.M. albo Moje miasto pani Peszek.

Miasto moje,
w tobie moje niepokoje…

Niepokój w ciele. Niewygodny, ale do zniesienia.
Bo spokój w sercu. Bo wizja sensu rosnąca, bo modlitwa nocna krótka może, ale prawdziwa na pewno.

Niepokój w kierunku południowo-wschodnim, jakieś niecałe pięć kilometrów stąd.
I ostatni, prozaiczny niepokój - jak ja za trzy godziny wstanę do roboty, skoro spać się nie chce.

Nie rozdrabniając mojej osoby na serce, ciało, duszę, umysł i nie wiem co jeszcze - moja osoba odwykła od spania w nocy i to jeszcze samemu. Nie lubi.

A w “Daysleeper” R.E.M. to się zasłuchuję w kółko od co najmniej paru tygodni. A o tej porze to ciary przy niej przechodzą.

10 lip 2007, wtorek

Protège Moi

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki — yoozeq @ 1:03

Raz, że cholernie lubię tę piosenkę.
Dwa, że w powietrzu wokoło ostatnio zrobiło się gęsto. Za gęsto.
Przypomina mi się, jak w Środę Popielcową mijaliśmy w kompletnej ciemności cmentarz, idąc do kościoła… Tak, śpiewałem to…


{Placebo - “Protect Me From What I Want”}

10 cze 2007, niedziela

Astma oskrzelowa

Kategoria wpisu: Codzienność, Muzyka-film-książki — yoozeq @ 4:06

Stara znajoma. Dawno jej tu nie było w sumie. Jakiś tydzień temu przypomniała się naprawdę nachalnie - budząc mnie o piątej nad ranem, siedząc mi na piersi i skutecznie uniemożliwiając oddychanie. Co gorsza, musiałem ugościć ją pulmicortem i inhalacją z olejku miętowego, bo nie mogłem znaleźć salbutamolu.
Aktualnie stara znajoma uciszana jest pulmicortem w dawce 2×200 mikrogramów na dobę. I niech się zamknie. Owszem, suche jak pieprz powietrze utrudnia mi życie, dzisiejszą burzę nad Łodzią powitałem z radością. Jeszcze tylko nabyć Alfarin i Lacrimal i będę żył.
__

Skojarzenia bieżące, skojarzenia wspomnieniowe z czasami licealnymi. Moich pozdrowień Kołaciński nigdy nie przeczytał…

Strange fear is moving closer
Waiting to take you over
Maybe you have to
Leave all that hurt you, try once more

No-one can share your sorrow
No-one pretends to follow
No-one can help you
Find a way to get through the maze in you

With every drug you’re trying
Your thoughts are slowly dying
Easing the pain seems like the hardest task in the world

Why can’t you see it’s coming
Your life, your mind is burning
Starting again seems like the hardest task in the world

Sorrows are coming closer
To be your midnight lovers
Baby they need you
Won’t last without you, depend on you

You don’t know how to go on
When nothing’s left to hold on
Baby you have to
Find light that your God hid in you

With every drug you’re trying
Your thoughts are slowly dying
Easing the pain seems like the hardest task in the world

Why can’t you see it’s coming
Your life, your mind is burning
Starting again seems like the hardest task in the world

{Tosteer - “The Hardest Task”}

20 maj 2007, niedziela

Postanowiłem zostać bandytą

Kategoria wpisu: Komputery i Internet, Muzyka-film-książki, Przemyślenia — yoozeq @ 1:14

Niezbyt często wypowiadam się na tematy bieżące, ale rażąca głupota systemu prawnego w Polsce i pazerność instytucji z nazwy zajmujących się ochroną praw twórców (w Polsce FOTA i ZAIKS), tak naprawdę zajmujących się głownie zastraszaniem (zwykle niewinnych) ludzi doprowadzają mnie czasem do pasji.
(więcej…)

6 mar 2007, wtorek

Timbaland i ja, czyli o ofiarach loudness war

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki, Przemyślenia — yoozeq @ 10:53

Co to jest loudness war to dość przystępnie i kolorowo wyłuszczone jest w tym artykule (po angielsku) oraz tutaj (bardzo hasłowo i skrótowo, ale po polsku). Efekt mi nieco przeszkadzał do niedawna, tak jak każdemu. To znaczy zmuszał mnie do dłubania przy regulatorze głośności (nie, mimo bycia świadomym użytkownikiem foobara2000 nie przeskanowałem jeszcze wszystkich plików ReplayGainem) przy nagraniach z różnych lat.
Nieco przeszkadzał. Do wczoraj.
Lubię bity Timbalanda. Ma facet talent, co tu dużo gadać. Wpadały mi w ucho kawałki Missy Elliott, remiksy Limp Bizkit z “New Old Songs”, “Cry Me A River” Justina Timberlake’a… a ostatnio Nelly Furtado.
Wszystko było w porządku, kiedy słuchałem jej “All Good Things (Come To An End)”. Aż do wczoraj.
Bo wczoraj pierwszy raz przez swoje ukochane Thomsony usłyszałem “Say It Right”. I to jest bardzo fajny numer, na naprawdę dobrych bitach. I z tym większą przykrością stwierdzam, że nie da się go słuchać, tak cholernie jest przesterowany. To boli, dosłownie. Krzywdzi mi uszy, głowę i żołądek. To słychać nawet, jak ogląda się klip na głównej stronie Nelly. Tylko oczywiście nie w głośniczkach komputerowych za 15 zł. Ale już przeciętnie tępe słuchawki douszne Philipsa za 15 zł by starczyły.
No przykro mi, niestety nie jestem mainstreamem, statystycznym słuchaczem radia (dr)Eska, bywalcem klubów i dyskotek, posiadaczem odtwarzacza mp3 marki niewiadomoco za 89 zł… innymi słowy - jeszcze nie jestem głuchy. A chyba trzeba być, żeby dało się słuchać takich przesterowań, jak w tym utworze. Aż się wierzyć nie chce. Ludzie, ja nie jestem audiofilem. Radiowcem. Dźwiękowcem. Nie mam wykształcenia muzycznego, co więcej - zwykle nie dostrzegam nawet tego, że muzyka jakoś wybitnie dużo traci na kompresji (dynamiki, nie mówię o stratnej kompresji sygnału wyjściowego bo to to swoją drogą i mp3@112kbps mi przeszkadza). A to słyszę i to mnie niepomiernie irytuje!
Nie wiem, czy to Timbaland sam sobie zrobił taką krzywdę, czy (jak podejrzewam) jakiś nawiedzony, niedokształcony realizator robiący mastering tak skopsał jego pracę. Szkoda. Zwłaszcza, że wyżej wspomniane “All Good Things” z tego samego albumu nie jest tak zniszczone!

Czy ktoś z was podziela mój smutek? Albo chociaż słyszy takie rzeczy i rozumie, jak to boli?

26 lut 2007, poniedziałek

#FF8000

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki, Pozostałe — yoozeq @ 2:41

Nad moim światem powoli zaczyna robić się ciepło i jasno… Klimaty w rodzaju Sylvii Plath zdecydowanie nie korespondują z moim obecnym stanem ducha. I piszę to nawet mimo obaw o wtorkowy egzamin. Jest coś w tym, że Konrad przyniósł dziś newsa z obietnicą wiosny…

Oprócz nazwiska pani Plath, które w nie do końca wyjaśniony sposób wyszło dziś z zakamarków mojej pamięci, wyszło z niej też opowiadanie Stachury “Pokocham ją siłą woli”. Polecam szczerze. I życzę dobrej nocy.

18 lut 2007, niedziela

Air max classic

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki — yoozeq @ 12:14

Tede mnie śmieszy. A szczególnie nawijając o ciuchach.
Bawi mnie niesamowicie Nowator z tekstem o kreskach z dissu na Tedego.
Żenują mnie toaletowo-seksualno-antysemickie porównania Piha.

Nie śmieszy mnie natomiast to, że kodek C-Media z płyty głównej desktopa domowego gra przez moje Thomsony ładniej niż ten z mojego laptopa.
A trochę załamuje mnie Kalwi & Remi na playliście Młodego. Obok całego tego hh, Metalliki, Pidżamy i Limpa.

A jak już jesteśmy przy muzyce, to niekwestionowanym królem moich uszu od paru dni jest półoficjalny album Evanescence “Not For Your Ears”. Ze szczególnym naciskiem na “Missing”, “Even In Death” i “Bring Me To Life” (w zupełnie innej wersji, niż ta znana z mediów i płyty “Fallen”). Stanowczo polecam.

{Tede - “Air max classic”}

18 sty 2007, czwartek

Liebert

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki, Przemyślenia — yoozeq @ 3:54

“Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę.”
(Jerzy Liebert)

Muszę. Boli. Są “prezenty”, których zdecydowanie sobie sprawiać nie powinienem.

Już cytowałem kiedyś tego pana (tym sposobem przypadkowo całkiem post wyląduje też w kategorii Muzyka, film, książki). Ni mniej ni więcej, tylko trzeba się widocznie zapoznać bliżej z jego twórczością. Zwłaszcza, że poezji ostatnimi czasy nie czytam już praktycznie wcale (przepastny zbiorze Twardowskiego, śpiący na półce w Niewiadowie, przebacz mi…).

Cytat wypożyczyłem z opisu sąsiadki (pozdrawiam:)). Tylko chwilowo tytułu utworu, z którego to jest, znaleźć nie mogę.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.