yoozeq w snapszotach

30 gru 2008, wtorek

Nightmark snapshot

Zaszufladkowany do: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 5:10

Jakby ktoś miał wątpliwości – tak, mój blog jest efemerydą. I na chwilę obecną nie widzę perspektyw na szybką zmianę tego stanu, bo pisać albo nie mam kiedy, albo po prostu nie mam czasu/siły.

Za dwadzieścia piąta. Mgła za oknem pustego mieszkania na Dąbrowie. Za dwie godziny powinienem być w pełni sił i w połowie konsumpcji śniadania.
Mój organizm w sumie nadal nie ma ochoty spać. Wstałem o 6.30, po powrocie z pracy i obiedzie padłem i zwlec udało mi się w okolicach 23. Rozsypany w drobny mak rytm dobowy przyda mi się już za chwilę – bądź co bądź za 48 godzin będę w pracy i będę miał jeszcze ponad godzinę do końca rozpoczętej godzinę przed północą zmiany (ot, jeden z dziesiątek niuansów związanych z moim stanowiskiem pracy – sylwestra nie ma). Pytanie tylko, w jakim stanie zwlokę się z łóżka za te niecałe dwie godziny, bo niestety nie mogę pozwolić sobie na przyjemność niewstania.
Gdzieś kiedyś czytałem, że nocnymi markami jest nie jakiś tam ułamek procenta populacji, ale pokaźna grupa. Ludzie (jak ja), dla których ósma rano w biurze to zbrodnia. Zło. Codzienne wstawanie między szóstą a siódmą rano jest dla nich po prostu gwałtem oraz – co istotne – ciosem w plecy, jeśli chodzi o wydajność. Mnie się naprawdę bardzo dobrze myśli i analizuje popołudniami, wieczorem, a nieraz i głęboką nocą, kiedy wszystko wokół cichnie i żadne szmery nie przeszkadzają. Gdy nie trzeba wstawać przed wschodem słońca, wlewać w siebie kawy dla możności jakiegokolwiek zebrania myśli, stać w porannych korkach w tramwaju po dobiegnięciu do niego z wywieszonym jęzorem i wkurzać się wieczorem na samą myśl, że spać mi się nijak nie chce, ale trzeba, bo jutro rano znów będzie to samo. I tu nasuwa się wniosek, że nastawienie praktycznie wszystkiego (biura, przemysł, urzędy…) na pracę od bladego świtu niekoniecznie jest sensownym i wydajnym rozwiązaniem. Z dziką radością przyjąłbym ofertę pracy, która niechby i zobowiązywała do spędzenia ośmiu godzin na dobę w biurze – ale nie określała sztywno i nieprzekraczalnie o której się te 8h ma zacząć. Punktualność nigdy moją mocną stroną nie była i jak do tej pory nic nie zdołało mnie w tej materii zreformować… Co gorsza, jakoś nie mam z tego tytułu wyrzutów sumienia. Jak nie przepadam za Dżemem, tak ciśnie się na usta “siódma rano to dla mnie noc” i… pewnie tak zostanie, choć aktualny pracodawca nie ustaje w próbie zreformowania mnie od tej strony. Czasem naprawdę kusi mnie freelancerka – przede wszystkim dlatego, że sam mógłbym sobie kształtować czas pracy…

Piąta dziesięć…

13 paź 2008, poniedziałek

Fotoszot albo fotosnap albo co tam kto woli

Zaszufladkowany do: Codzienność — yoozeq @ 21:04

Wykazałem się jako mężczyzna przedwczoraj. Podjąłem samotną i niebezpieczną wyprawę do dzikiego gąszczu (tudzież buszu) jakim jest – na oko – dwudziestokilkuletnia kuchenka mikrofalowa. Rzeczony sprzęt dostałem jako wyprawkę na studia od rodziny mojej rodziny (gdzie pewnie zakurzyłby się na wieki albo został wywieziony do punktu skupu złomu). I wszystko było świetnie aż do zeszłego tygodnia, kiedy to uraz wewnętrzny elementu plastikowego nie tylko spowodował protesty drzwiczek, które musieliśmy pacyfikować sznurkiem, ale wręcz doszło do kilkukrotnej destabilizacji domowej sieci elektrycznej. Tego już było za wiele. Za drugim podejściem (przy pierwszym szlag mi trafił resztki starego śrubokręta) udało mi się wtargnąć w czeluść machiny i obejrzeć tego typu sceny:

Wnętrze TEC Mikrowellenherd 503

Wnętrze TEC Mikrowellenherd 503

Po dłuższych analizach, eksperymentach i projektach namierzyłem sprawcę tak niemożności normalnego otwarcia ustrojstwa jak i wywalania bezpiecznika. Złośliwiec okazał się być przepracowanym elementem z plastiku, ofkorz o rozmiarze paznokcia. Specyfikowany został cyjanopanem* oraz kawałkiem drewna wyciętym i wystruganym z mojej starej, kawalerskiej jeszcze, łopatki do smażenia (ileż to ja jajecznic z jej pomocą popełniłem… chociaż na tym polu prześcigała ją łyżka, tak, ta łyżka, którą wyśmiano w akademiku, na wspomnienie czego do dziś czuję się dotknięty…).
Minęła doba, dwie, całość działa, osiedle stoi:P W ramach natchnienia naprawiłem lampę:)
___
Pozdrawiamy Gajków i jeszcze raz dziękujemy za przywiezienie odrobiny świata i powietrza :P Kto następny chce nas nawiedzić?

{Air – “All I need”, Program Trzeci Polskiego Radia}

___
*) Potoczna nazwa substancji bazowej wszystkich magicznych super-katarów i skroplo-glutów [przyp. red.]

21 wrz 2008, niedziela

Snapszot przyrostowy

Zaszufladkowany do: Codzienność, Muzyka-film-książki — yoozeq @ 23:38

Migawki aktualne:
Uwielbiam swojego syna.
Choć czasem nie znoszę wszystkich noworodków świata z nim na czele.
Boli mnie głowa.
Źle się czuję w miejscu, gdzie jest problem ze sklepem, apteką, kościołem, telefonami, internetem, hałasem dwóch telewizorów przez 3/4 doby…
Źle się czuję w pustym mieszkaniu.
Naprawdę lubię Łódź. Choć na wspomnienie tego, jak w tej chwili wygląda np. Śmigłego-Rydza przez większą część doby, otwiera mi się Victorinox w kieszeni.
Kretynów, którzy masterowali “Les Derniers Seront Les Premiers” Celiny i Jean Jacquesa Goldmana (przujanmniej w 2005, na “Best of”), pod sąd należałoby postawić za niszczenie dóbr kultury… (o to samo, co tu, mi chodzi).

{Imogen Heap – “Just For Now”}
TVN-owi jednakowoż plusa zapisuję za mimowolne popularyzowanie tego kawałka. A jak chcecie, zobaczcie jak ta pani robi tę piosenkę z marszu, sama jedna, mając tylko mikrofon i sampler w syntezatorze.

___

Gratulacje serdeczne, życzenia powodzenia, otwarcia na siebie, szczerości, cierpliwości, ciepła, zrozumienia, radości, łaski z Góry oraz wielu lat radosnego pożycia Yoozeq przekazuje z nieukrywanym zadowoleniem:

  • Oli i Mateuszowi
  • Lili i Tomkowi
  • oraz Magdzie i Kubie

27 lip 2008, niedziela

Historyczny postęp w transporcie miejskim w Łodzi

Zaszufladkowany do: Codzienność — yoozeq @ 10:40

Łódzkie MPK nie przestaje zaskakiwać pasażerów. Dopiero co wprowadzono nowe, ultraszybkie tramwaje(*) i ekstranowoczesne, elektroniczne tablice informacyjne(**), a już szykuje się kolejna rewolucja:

...będą kierowane autobusy linii 57

Czyż nie jest to epokowa wręcz innowacja? Powiedzcie sami…
___
* Jak na razie z tzw. przyczyn obiektywnych nie są zachowane jeszcze normy ultraszybkości, a jedynie tradycja hiperspóźnień
** ekstranowoczesne tablice elektroniczne jeszcze nie informują nas – z przyczyn obiektywnych, a jakże – o nadjeżdżających pojazdach, a tylko o aktualnym czasie. Przy czym np. przy skrzyżowaniu Kościuszki i Mickiewicza dwie takie, stojące naprzeciw siebie (po obu stronach szyn), mają rozbieżne poglądy nt. tegoż czasu. O jakieś 9 minut. Szkoda, że nie mam zdjęcia.

24 lip 2008, czwartek

Snapszot z Dąbrowy

Zaszufladkowany do: Codzienność — yoozeq @ 21:12

Dąbrowa welcome to… Szczotką dostarczoną przez PAI S.A. za pośrednictwem monterów telewizji kablowej AlfaSky (co to nawet własnej strony w necie nie ma) postanowiłem zmieść grubą warstwę cyfrowego kurzu, która przykryła snapszoty.

W bardzo skróconym skrócie i co mi się tam przypomni:

  • mieszkanie na Dąbrowie da się lubić, zwłaszcza jak okazuje się, że poprzedni lokator mieszkania był postacią ciekawą, wyprowadzał się biegiem i zjawia się dwóch panów z odznakami i pyta o niego
  • PAI S.A. średnio da się lubić, bo zleca montaż firmie przekładającej go trzy razy i przekraczającej terminy, co skłoniło mnie do przetestowania oferty PlayOnline (więcej napiszę o tym pewnie w jakimś nastepnym poście)
  • Dąbrowa… kilka miejsc tzw. związanych, specyficzne wspomnienia do nich przypięte… wydające się teraz zresztą niesamowicie odległe, jakby w poprzedniej epoce…
  • poza tym? żona z dzieckiem zdrowa i tej wersji się trzymamy, praca sobie jest i nie będę szczególnie narzekał, studia… dobra, nieważne:P, teściowie… dobra, cicho:P
  • jakoś nie ma kiedy: odespać, czytać, pisać, eksperymentować…
  • aha: Sos Czosnkowy Mojej Żony™ rox:D

Mateusz: Dziwię się, że po wszystkim, co napisane zostało na blogach przez nas obu, nasze drugie połowy i wszystkie osoby postronne, ty dalej zadajesz takie pytania publicznie

11 maj 2008, niedziela

Wiosna w państwie powszechnego dobrobytu

Zaszufladkowany do: Codzienność — yoozeq @ 21:54
Tags: , , , ,

Wiosna pełną gębą ogarnęła kraj, w którym nawet kaczki mogą mieszkać na osiedlu studenckim…
]

…i nawet koty mogą stołować się w restauracji Wook w łódzkiej Manufakturze:

4 mar 2008, wtorek

Rekursja

Zaszufladkowany do: Codzienność, Komputery i Internet — yoozeq @ 0:30

Turbo Delphi mi się zachciało…
ZIP. W ZIPie ISO. W ISO instalator, będący w rzeczywistości archiwum SFX. Panowie z Borlanda, nie przeginacie czasem z tym pakowaniem?

A w ogóle cała ta durna procedura rejestracyjna… Za co lubię wolne oprogramowanie? Tam jak już się walczy, to z problemami technicznymi, co uczy i rozwija, a nie z durnymi wymysłami co do kluczy licencyjnych…
___

Yyy… czas? Aaa, to jest to, co kiedyś miałem, a teraz kompletnie nie wiem, skąd wziąć?

20 lut 2008, środa

Bezdech i inne aktualności

Zaszufladkowany do: Codzienność, Pozostałe — yoozeq @ 0:35

Bezdech, bo nie ma kiedy odetchnąć. Bo albo Asseco, albo uczelnia, albo setka innych spraw.
Bo wystarczy jednego dnia zapomnieć o lekach i już płuca wszczynają strajk ostrzegawczy. A że żadnego Kaczyńskiego z zagłuszarkami z ABW pod ręką nie ma, to jest problem.
Bo powietrze suche jak pieprz, a śluzówka przez to taka sama. A całości dopełnia przeziębienie.

***

Pewnie się znajdą tacy, których oburzą te dwa słowa: jestem szczęśliwy.
I nie zamierzam być nieszczęśliwy. I nie usiądę i nie zacznę rozpaczać. Ani nad sobą, ani nad swoim życiem, ani nad niczym innym. Choćby nie wiem, jak właściwe się to wydawało (bynajmniej nie mnie).
Bo szkoda czasu i życia.

Wszystko się zaczyna klarować. Organizacyjnie, bo kwestie podstawowe klarować się nie musiały. Bo kocham, bo chcę, bo wierzę, bo ufam. Bo nie jesteśmy i nie będziemy sami. A dobrym ludziom dzięki za dobre słowa i chęć pomocy i niech Bóg wam wynagrodzi.

***

Z niedoboru kontaktu z muzyką może bierze się, że człowieka wzruszy nawet Patrycja Markowska…

17 sty 2008, czwartek

Jebankowość czyli spychoterapia stosowana

Zaszufladkowany do: Codzienność — yoozeq @ 15:58

Episode one, moje biuro:

Szef: Karol, zadzwoń do banku w P., coś chcieli od nas i ponoć mieli problemy z kontaktem.
[5 minut później]
mówię wiceprezesce banku w P. : Wie pani, jeśli o tę sprawę chodzi, to lepiej zorientowana będzie pani J. S. i z nią proszę się kontaktować. (w rzeczy samej w firmie to J.S. powinna wiedzieć takie rzeczy, o jakie pyta pani prezes, nie ja).
[5 minut później próbuję dogadać sprawę z J.S. osobiście]
J.S. No, oni [oni - w sensie pani wice] dzwonili do mnie i odesłałam ich do ciebie…
_____

Episode two, bank *****, filia w Łodzi:

Ja: Chciałbym zerwać e-lokatę przez internet. Czy to się w ogóle da zrobić?
Pani: Przez internet nie, proszę spróbować przez serwis telefoniczny, albo ewentualnie zapytać w oddziale, chociaż też nie wiem, czy tam już cokolwiek wiedzą…
[5 minut później]
Konsultantka w serwisie telefonicznym: Musi pan zerwać lokatę w oddziale

18 gru 2007, wtorek

Zima, dźwięki i trzecia w nocy

Zaszufladkowany do: Codzienność, Muzyka-film-książki — yoozeq @ 3:36

I trzecią w nocy się sycę i wizaż foobara na zimę przemalowuję (screen tutaj). I Chmielewską poczytuję i głaszczę uszy basami Timbalanda… (“It’s too late to apologize… it’s too late…”).
I jeszcze deliberuję sobie nad wyższością Cresynów iRiverowych nad Sennheiserami MX350. A może tych Sennek nad Cresynami. Bo soprany mają całkiem miłe i przyjemne jak dla mnie, tylko bas, bas, gdzie bas… Bas powinien kopać przynajmniej, a tak serio to przytulać, żeby się ciepło robiło i dreszcz przechodził po plecach. Chyba zaraz sięgnę cichaczem po te AKG śpiącego współlokatora. Kto mi zbuduje porządny wzmacniacz słuchawkowy i sprezentuje na Gwiazdkę?

I leżę tak sobie spokojnie, z Thinkpadem na kolanach, tym z czasów, co to Lenovo składało, ale IBM się jeszcze do nich przyznawał, tym, który kilka dni temu z pomocą współlokatora od AKG-ów zleciał z całkiem wysokiego stołu na podłogę i nie zrobiło to na nim szczególnego wrażenia… i tak sobie właśnie leżę i prawie mi zupełnie dobrze. Jeszcze tylko chciałbym mieć dyplom w kieszeni i… (cd. kiedyś…)

Od samego przyjścia cztery godziny temu z pracy widzę “Upłynął limit czasu żądania.” przy próbie spingowania czegokolwiek poza akademikiem. Cóż, znów wrzucę posta kiedyś tam, zmieniając mu tylko timestampa…

W uszach “Running Up That Hill” Placków moich ukochanych, w koncertowej z Santiago (z EP’07). Mieszanka tego latania i ziarenka przepotwornej tęsknoty, które są w studyjnej, z rytmem perkusji, który jeszcze bardziej to wszystko podrywa… ech, trochę szkoda Steve’a Hewitta…

Następna strona »

Blog na WordPress.com.