Wykazałem się jako mężczyzna przedwczoraj. Podjąłem samotną i niebezpieczną wyprawę do dzikiego gąszczu (tudzież buszu) jakim jest – na oko – dwudziestokilkuletnia kuchenka mikrofalowa. Rzeczony sprzęt dostałem jako wyprawkę na studia od rodziny mojej rodziny (gdzie pewnie zakurzyłby się na wieki albo został wywieziony do punktu skupu złomu). I wszystko było świetnie aż do zeszłego tygodnia, kiedy to uraz wewnętrzny elementu plastikowego nie tylko spowodował protesty drzwiczek, które musieliśmy pacyfikować sznurkiem, ale wręcz doszło do kilkukrotnej destabilizacji domowej sieci elektrycznej. Tego już było za wiele. Za drugim podejściem (przy pierwszym szlag mi trafił resztki starego śrubokręta) udało mi się wtargnąć w czeluść machiny i obejrzeć tego typu sceny:

Wnętrze TEC Mikrowellenherd 503
Po dłuższych analizach, eksperymentach i projektach namierzyłem sprawcę tak niemożności normalnego otwarcia ustrojstwa jak i wywalania bezpiecznika. Złośliwiec okazał się być przepracowanym elementem z plastiku, ofkorz o rozmiarze paznokcia. Specyfikowany został cyjanopanem* oraz kawałkiem drewna wyciętym i wystruganym z mojej starej, kawalerskiej jeszcze, łopatki do smażenia (ileż to ja jajecznic z jej pomocą popełniłem… chociaż na tym polu prześcigała ją łyżka, tak, ta łyżka, którą wyśmiano w akademiku, na wspomnienie czego do dziś czuję się dotknięty…).
Minęła doba, dwie, całość działa, osiedle stoi:P W ramach natchnienia naprawiłem lampę:)
___
Pozdrawiamy Gajków i jeszcze raz dziękujemy za przywiezienie odrobiny świata i powietrza :P Kto następny chce nas nawiedzić?
{Air – “All I need”, Program Trzeci Polskiego Radia}
___
*) Potoczna nazwa substancji bazowej wszystkich magicznych super-katarów i skroplo-glutów [przyp. red.]


