yoozeq w snapszotach

20 lut 2008, środa

Bezdech i inne aktualności

Kategoria wpisu: Codzienność, Pozostałe — yoozeq @ 0:35

Bezdech, bo nie ma kiedy odetchnąć. Bo albo Asseco, albo uczelnia, albo setka innych spraw.
Bo wystarczy jednego dnia zapomnieć o lekach i już płuca wszczynają strajk ostrzegawczy. A że żadnego Kaczyńskiego z zagłuszarkami z ABW pod ręką nie ma, to jest problem.
Bo powietrze suche jak pieprz, a śluzówka przez to taka sama. A całości dopełnia przeziębienie.

***

Pewnie się znajdą tacy, których oburzą te dwa słowa: jestem szczęśliwy.
I nie zamierzam być nieszczęśliwy. I nie usiądę i nie zacznę rozpaczać. Ani nad sobą, ani nad swoim życiem, ani nad niczym innym. Choćby nie wiem, jak właściwe się to wydawało (bynajmniej nie mnie).
Bo szkoda czasu i życia.

Wszystko się zaczyna klarować. Organizacyjnie, bo kwestie podstawowe klarować się nie musiały. Bo kocham, bo chcę, bo wierzę, bo ufam. Bo nie jesteśmy i nie będziemy sami. A dobrym ludziom dzięki za dobre słowa i chęć pomocy i niech Bóg wam wynagrodzi.

***

Z niedoboru kontaktu z muzyką może bierze się, że człowieka wzruszy nawet Patrycja Markowska…

8 lut 2008, piątek

Re:

Kategoria wpisu: Pozostałe — yoozeq @ 5:31

Niniejszy wpis jest odpowiedzą na post Mateusza, który wtrąca się - ku mojemu delikatnemu, pozytywnemu zdziwieniu - spokojnie i konstruktywnie. A skoro napisał publicznie, co napisał, toteż mu publicznie odpowiem. Tu, bo widoczniej, poza tym mylog w konserwacji nocnej nie daje opublikować komentarza.

Kamieni się spodziewałem. Niech lecą. Nie dziwię się.
Wiolę pewnie zaboli, że lecą we mnie. Tylko o to chodzi i to o to się martwię. Bo mnie mogą dosięgać - mężczyzna istota gruboskórna, kamieni się nie boi. Byle tylko ona nie płakała przez to, jak przy poprzedniej Burzy. Bo z nią płakać będzie dziecko. A tego nade wszystko nie chcę.

Czy ja się usprawiedliwiam? Na pewno.
Czy popełniłem błąd? Zdecydowanie. Niejeden.
Zawiedli się na mnie? Na pewno.
Mogą mnie nazwać żałosnym zaprzeczeniem samego siebie, jeśli będą chcieli. A mnie zostanie im przytaknąć.

Od Węcławskiego odróżnia mnie to na przykład, że w żadnym razie nie wyobrażam sobie odstąpienia od Kościoła, wręcz przeciwnie. Oraz skala zdecydowanie.
Węcławski zwątpił w Kościół. Ja poszedłem do Kościoła i Kościołowi w osobie proboszcza oświadczyłem, że chcę zbudować rodzinę temu dziecku. I chcę Boga w tej rodzinie.

Wiem, że już jestem tatą. Wiem, od kiedy. Co dzień się tego uczę.

To o ściganiu było żartem - takim sobie, przyznaję.

Nie masz chyba czego zazdrościć tak naprawdę. Wolę nie zastanawiać się, czy czasem nie zazdroszczę Tobie. I tak mało mam czasu na zastanawianie nad setką dużo bardziej przyziemnych rzeczy, które na mnie teraz czekają. To dlatego też staram się nie myśleć i nie pisać o tym kategoriami “patrzcie, jak spaprałem sprawę, patrzcie, jak przeczę sam sobie, patrzcie, jaki ze mnie hipokryta, patrzcie…” itd. Nie mam komfortu psychicznego w postaci czasu na porządne objechanie się i tłumaczenie sobie jak bardzo dałem ciała. Na żal za tym, co straciliśmy bezpowrotnie, na wyrzucanie sobie, co zaprzepaściłem. Mając ograniczone ilości sił fizycznych i psychicznych muszę w błyskawicznym tempie przygotowywać się do ojcostwa, być większym niż kiedykolwiek wsparciem i podporą dla Wioli, załatwić milion spraw w różnych urzędach i instytucjach rozsianych po województwie i nie wypaść przy tym wszystkim z ról studenta dziennych (sesja trwa, siedem egzaminów) i pracownika firmy. Mam problemy z zasypianiem bo mam w głowie kalkulator zestawiający moje własne dochody z pensji, stypendiów i całej reszty z szacowanymi kosztami utrzymania nas trojga. No zwyczajnie nie mam już sił i czasu na wielkie przeżycie żalu (nie wspominając o refleksjach typu co by było w czasach ST) - niech mnie za to kamienują, że nie mam. Może i dlatego nie widać po moich postach wielkiego żalu. Skupiam się na radości i nadziei, bo mnie napędzają, bo żal nie da mi sił a tylko pogrąży w marazmie. Marazmu teraz boję się przeraźliwie. Może to źle, ale nie będę się nad tym teraz zastanawiał. Wybaczcie mi, że nie pozwolę sobie teraz na załamywanie się.

Odgadłeś mnie poniekąd w wielu aspektach. Wyszło Ci niezłe studium mojej hipokryzji, tudzież niekonsekwencji tudzież… sam nie wiem. Cokolwiek powiem, tak czy siak zabrzmi jak próba usprawiedliwiania się nie wiadomo przed kim. Więc może już zamilknę. Dziękuję za danie mi do myślenia. I niech Bóg ma w opiece tych, którzy przejdą kryzys uświadomiwszy sobie, że Karol jest człowiekiem grzesznym. Że Karol nie umiał (powiecie, że nie chciał, nazywajcie jak chcecie) żyć tym, co głosił.

Słusznie robisz, nie mówiąc mi, co powinienem. Generalnie unikanie tego chyba jest zwykle najwłaściwsze.

Za modlitwę dziękuję. Także w imieniu śpiących teraz parędziesiąt kilometrów ode mnie Wioli i dziecka.

Bez odbioru.

6 lut 2008, środa

Nowa Droga, Nowa Nadzieja

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 22:28

Przelatuję myślą przez zeszły rok i nadziwić się nie mogę temu, w jakim tempie potoczyły się wydarzenia.
Rok temu moja bardzo dobra koleżanka, przyjaciółka prawie, bardzo potrzebowała mojego wsparcia… znacie resztę tej historii, prawda? Dziś jest najważniejszą kobietą mojego życia.

Z tamtych dni, z końca lutego i początków marca zeszłego roku pamiętam bardzo specyficzne wrażenie. Wrażenie, które chyba najlepiej da się opisać określeniem Nowa Nadzieja. Takie wewnętrzne przeczucie, że zaczyna się coś wielkiego, ważnego i pięknego. Początek nowej drogi. I choć nie wiadomo dokładnie, gdzie nas ta droga zaprowadzi, to prowadzi w dobrą, właściwą stronę.

Oczywiście nie obyło się bez potknięć, zawodów, porażek, rozczarowań. Sporo dowiedzieliśmy się o tym, co potrafimy, czego nie potrafimy, czego chcemy a czego w żadnym razie nie. Ale wrażenie pozostało. Droga mimo wszystko właściwa i kolejne kroki za nami.

Dokładnie to samo ma we mnie miejsce teraz. Czuję, że zaczyna się coś dobrego i ważnego. I to będzie dalece większe i poważniejsze, niż wszystko, co miało w moim życiu miejsce kiedykolwiek wcześniej.

I pojęcia nie macie, jak się z tego cieszę.

12 kwietnia 2008 o 16.00 w kościele Najświętszej Maryi Panny w Tomaszowie Mazowieckim powiemy sobie “tak” przed Panem Bogiem. A na początek września planowane jest przyjście na świat naszego pierwszego dziecka:)

Blog na WordPress.com.