yoozeq w snapszotach

25 wrz 2007, wtorek

Marna Podróbka Komunikacji

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 23:33

Stwierdzam wszem i wobec - w trzecim co do wielkości mieście w kraju nad Wisłą komunikacja nie istnieje. Bo tego, co się dzieje na łódzkich ulicach od jakiegoś czasu, komunikacją nazwać się nie da.

Ja rozumiem ŁTR. Remonty dróg też. Ale w niczym nie zmienia to faktu, że to miasto jest nieprzejezdne. Że busy i PKS-y na trasie Łódź-Tomaszów od co najmniej miesiąca mają co najmniej kwadrans opóźnienia, a czasem i trzy kwadranse. I tracą ten czas w łódzkich korkach. Że większość linii tramwajowych mało, że ma zmienioną trasę, ale wręcz ma którąś z rzędu wersję zmiany. Bez przestudiowania rozkładu (zwykłe przeczytanie nie wystarcza) ani rusz. I że autobusy zastępcze jeżdżą jak chcą.

Ja naprawdę dużo rozumiem. Ale jeśli czekam kwadrans na tramwaj, w tym czasie przejeżdżają trzy inne (inna linia) i pięć bez oznaczeń, zjeżdżających do zajezdni, to chyba można się wściec, prawda?

Póki co odradzam Łódź. Chyba, że komuś potrzebna hardkorowa lekcja cierpliwości i pokory. Na przykład w postaci takiej, jak moja dziś, tzn. pojechać do pracy, potem obskoczyć trzy punkty miasta (rezygnując z czwartego, bo z powodu opóźnień MPK nagle okazało się, że jest siódma wieczór, a obiadu się nawet jeszcze nie zjadło) i wrócić do domu.

Jestem dość spokojnym człowiekiem… dziś miałem ochotę demolować wszelkie przejawy komunikacji miejskiej aglomeracji łódzkiej (ministrze Ziobro, proszę mnie aresztować i powiedzieć “ten pan już nikogo nie zabije”).

23 wrz 2007, niedziela

“It doesn’t hurt me…” - anymore.

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 21:33

I teraz, po tym wszystkim, o czym wiemy tylko my troje, po środzie, która przypomniała mi trochę najgorszy okres życia - z zerowym poczuciem bezpieczeństwa i niemożnością zniesienia codzienności, po czwartku, z którego zapamiętam trzeszczący w posadach plan na życie oraz egzamin z tego, co w nim (życiu) najważniejsze, po piątku z biegiem na autobus przez ciemność, po sobocie i niedzieli, kiedy z pewnym trudem odzyskiwałem dawny spokój i nadzieję…
Po tym wszystkim napiszę wam tylko trzy słowa, których strasznie długo tu nie pisałem. Bo jakoś niby nie było okazji. A przecież widać to na każdym kroku, jeśli się chce to zobaczyć.

PAN
JEST
WIELKI
:)

{Placebo - “Running Up That Hill” - absolutnie przegenialny cover Kate Bush. Oryginał zresztą też polecam.}

20 wrz 2007, czwartek

To-do list

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 22:19

Być cierpliwym. Łaskawym. Nie zazdrościć, nie unosić się pychą ani gniewem, nie dopuszczać bezwstydu. Złego nie pamiętać. Wszystko znosić, wszystkiemu wierzyć, we wszystkim pokładać nadzieję.
Nikt nie obiecywał, że będzie prosto. Życia usłanego różami bez kolców.
Świata nie da się przeżyć spod ciepłej kołdry, będąc szczelnie zawiniętym w sweter. Choć czasem by się chciało. Bo boli głowa, żołądek, serce i wszystko inne. I nie ma siły na nic poza snem, dającym złudzenie ochrony przed rzeczywistością…
Trudno.
Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

W końcu podług wyznawanej przeze mnie wiary, istotą i sensem życia jest miłość.
Choć może tak pojmowana wygląda w dzisiejszych czasach wygląda jak marzenie Ikara o lataniu na skrzydłach z piór sklejonych woskiem. No ale…
“…jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on,
ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę…”

{Eldo - “Plaża”}

17 wrz 2007, poniedziałek

Nadejszła wiekopomna

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 0:20

Otóż dziesięć minut po północy Karol dobrowolnie postanawia złożyć swe umyte i odziane w piżamę (składającą się z t-shirta i bokserek) ciało w pościelonym uprzednio łóżku. Na jakieś osiem godzin, bo za tyle wstać musi. Siedem po północy - nie o drugiej, nie wpół do czwartej. Ludzie, co się porobiło ze mną…

***
Jestem gotów gnieść się z nią (i dwójką dzieci dajmy na to) przez na przykład osiem lat w małym, dwupokojowym mieszkaniu. Dajmy na to takim jak to, w którym wciąż jeszcze formalnie jestem zameldowany, choć w sumie nie ma tam nawet mojego łóżka, półek, szafek itp… I za lat kilkanaście stanąć na progu własnego domu czy mieszkania - wiedząc, że jest to rezultat mojej (naszej) własnej pracy i błogosławieństwa Bożego. I nikt nam tego kawałka gruntu pod nogami i własnych czterech ścian nigdy nie wypomni.
Jestem przyzwyczajony do tego, że zaczynam od zera. Coraz bardziej zaś przyzwyczajam się do tego, że mogę zajść własną pracą naprawdę daleko. Tak, po dwudziestu dwóch latach życia zaczynam naprawdę rozumieć, co znaczy wiara w siebie.

7 wrz 2007, piątek

Półrocznica

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 16:00

Post ukaże się publicznie o szesnastej. Równo pół roku po rozmowie, w której oboje powiedzieliśmy sobie, że wyjdziemy naprzeciw temu, co się w nas rodzi… temu poczuciu, i przekonaniu, że może właśnie nie ona i ja, ale my

Nie, Wiola nie zdobyła mnie ani wyglądem (choć mógłbym patrzeć na nią godzinami i nie miałbym dość) ani “przez żołądek” (choć przyznam - przywiązuje mnie tą metodą do siebie systematycznie i z widocznym w pasie skutkiem:P). Czym w takim razie? Tym, że w kwestiach podstawowych wyznaje bez zastanowienia dokładnie te same wartości, trzeźwym spojrzeniem na życie, ciepłem i ogromem zrozumienia. Oraz setką innych rzeczy.

Czy można czytać sobie w myślach? Okazuje się, że porozumiewanie bez słów wychodzi nam znakomicie - głównie dzięki… rozmowom. Nie było takiej rzeczy, o której nie potrafiłbym z nią rozmawiać. Zresztą jeszcze długo przed tym, nim zaświtała nam w głowie myśl o związku, potrafiliśmy przegadać noc. Już wtedy znajdowaliśmy w sobie wsparcie i zrozumienie. Powoli rosło wzajemne zaufanie - rzecz podstawowa moim zdaniem. Dziś nie muszę w żadnej sytuacji niczego udawać. Mogę mówić, co myślę i czuję, nie wstydzę się własnej osoby, czuję się pewnie i bezpiecznie. Czułem się pewnie i bezpiecznie nawet, kiedy leżałem niemal nieprzytomny po operacji szczęki, a ból rozrywał mi głowę. Bo była przy mnie. A przy opiekowała się mną tak troskliwie chyba, jak moja własna mama. Rozmawiała z lekarzami, latała po sklepach i aptekach, siedziała ze mną długie godziny, nawet wtedy kiedy spałem…

Jakimś niesamowitym darem chyba jest nasze współodczuwanie. Potrafimy w jednej chwili dojść niezależnie do tych samych wniosków, przypomnieć sobie tę samą rzecz, przeżywać te same emocje a nawet ból. Nasze uczucia i stany nie tylko przenikają się wzajemnie, ale wręcz czasem zdają się iść jednym torem obok siebie. Telemagia jakaś… Ostatnio nawet oboje topniejemy wewnętrznie na widok małych dzieci…

Wiola nie jest nudna. Ale jest przewidywalna. Potrafi zaskakiwać, ale nie kompletnie zbić z tropu i podawać w wątpliwość to, co kiedyś uznaliśmy za niezmiennik. Bycie z nią jest ciekawe, ale nie jest totalną huśtawką emocjonalną - na szczęście. I nie trzeba jej ratować przed całym światem. Bycie z nią nie jest dla mnie misją dziejową ocalenia jej, jestem z nią dla niej samej. Może dlatego mam tyle nadziei i rosnącej pewności, że nam się uda?

Wzbudza we mnie moc, siłę i motywację do samodoskonalenia. Nie próbuje zrobić ze mnie, ani widzieć we mnie kogoś, kim nie jestem. Nie próbuje mnie zmieniać na siłę. Ja jej zresztą też nie. Jeśli notorycznie zwracam jej uwagę w jednej sprawie (słownie jednej) to na jej wyraźną prośbę.

Czy my się kłócimy? W sumie nie zdążyliśmy ani razu… bo nim kończyło się kłótnią, wyjaśnialiśmy sobie wszystko. Miewaliśmy do siebie pretensje i to spore. Co nie przeszkadzało nam się porozumieć. Do dziś potrafimy przegadać noc. A ja nie rozumiem, co na dłuższą metę chcą osiągnąć pary, dla których narzędziem dyskusji i podkreślania swojej racji jest foch…

Aha - co ważne, Wiola dzieli ze mną moją pasję. Też gada żargonem i skrótami, potrafi przepartycjonować HD i przeinstalować sobie Windows, wiedziała, co kryje się za marką iRiver, ba… kiedy ją poznałem, używała Firefoksa i Konnekta, jak ja. Krzywi się na sam dźwięk słowa “Vista”. Chce pisać sobie szablony blogowe na DIVach i CSSie. Gadam po mojemu, a ona rozumie i to jest piękne. Moja krew - chciałoby się rzec:)

Te pół roku tylko utwierdziło nas w wyborze. Tak, jak codzienne nieraz msze, godziny wspólnej modlitwy… I niech - tak jak na początku i przez cały ten czas - czuwa nad nami Miłosierdzie i Łaska Jezusowa. Niech nas jednoczy, oczyszcza i błogosławi. Pomódlcie się czasem i za nas:)

Hmmm… pół roku:) I przekonanie, że to dopiero nasz początek:)

Wiola.
Moje szczęście.
Daj Boże - moja przyszłość, dorosłość i starość.
Moja najlepsza przyjaciółka.
Moja dziewczyna.

Jedno zdanie, które mi tu teraz pasuje: “dobrze, że jesteś…”

3 wrz 2007, poniedziałek

Genug

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 22:23

Szczerze mówiąc, to nie będzie do końca odpowiedź na to wszystko, co zostało powiedziane i do czego się nie odniosłem.
Szczerze mówiąc, nie do końca widzę sens tłumaczenia wam dalej racji moich i Wioli i tego, czym się kierujemy. Dlatego to będzie ostatnie słowo z mojej strony.
(więcej…)

Blog na WordPress.com.