Jeśli na moim blogu istniałaby kategoria “Polityka” (kto wie, może kiedyś… w końcu jestem pełnoprawnym i - mam nadzieję - w miarę świadomym obywatelem i chciałbym też mieć wpływ na to, kto i na co wyda ponad 1/4 mojej pensji) to ten post by w niej wylądował.
Jest sobie pewien człowiek, Turek, nazwiskiem Adnan Oktar. W ogromnym skrócie (za Wikipedią): muzułmanin, żarliwy zwolennik kreacjonizmu, antysemita, autor wydanego z naruszeniem praw autorskich i rozesłanego do wielu uczelni, badaczy i instytutów naukowych Europy i USA Atlasu kreacjonizmu. Podejrzewany o pedofilię i przywództwo sekty pod przykrywką jednej z organizacji, jakie założył.
Człowiek ten, co nietrudno zgadnąć, przez wielu ludzi jest nielubiany. Ludzie ci niejednokrotnie dali temu wyraz - do czego mają moralne prawo - poprzez komentarze na różnych stronach internetowych.
Co w tym wszystkim niezwykłego? Ano to, że ów człowiek reaguje na te komentarze donosami do tureckich organów ścigania, które na jego wniosek ochoczo blokują lub ograniczają dostęp do kolejnych witryn. Cenzura w Turcji ma się, jak widać, nieźle.
WordPress.com zawiera, jak łatwo można sprawdzić, sporo stron na temat Adnana Oktara. Jednakże sąd turecki się nie szczypał i nie rozmieniał na drobne. Jako że administratorzy nie kwapili się do usłużnego usuwania niepochlebnych wypowiedzi (zapewne dlatego, że nie naruszały regulaminu WordPressa - wierzcie mi, reagują, sprawdzałem), zablokował Turkom dostęp do całej domeny wordpress.com, czyli odciął od miliona blogów w kilkudziesięciu językach.
Komentarz? Pierwsze słowo w tytule posta. Trzeba więcej?


