yoozeq w snapszotach

20 sie 2007, poniedziałek

Paranoja (czyli czemu w Turcji nie poczytacie yoozka)

Kategoria wpisu: Komputery i Internet — yoozeq @ 23:44

Jeśli na moim blogu istniałaby kategoria “Polityka” (kto wie, może kiedyś… w końcu jestem pełnoprawnym i - mam nadzieję - w miarę świadomym obywatelem i chciałbym też mieć wpływ na to, kto i na co wyda ponad 1/4 mojej pensji) to ten post by w niej wylądował.

Jest sobie pewien człowiek, Turek, nazwiskiem Adnan Oktar. W ogromnym skrócie (za Wikipedią): muzułmanin, żarliwy zwolennik kreacjonizmu, antysemita, autor wydanego z naruszeniem praw autorskich i rozesłanego do wielu uczelni, badaczy i instytutów naukowych Europy i USA Atlasu kreacjonizmu. Podejrzewany o pedofilię i przywództwo sekty pod przykrywką jednej z organizacji, jakie założył.
Człowiek ten, co nietrudno zgadnąć, przez wielu ludzi jest nielubiany. Ludzie ci niejednokrotnie dali temu wyraz - do czego mają moralne prawo - poprzez komentarze na różnych stronach internetowych.
Co w tym wszystkim niezwykłego? Ano to, że ów człowiek reaguje na te komentarze donosami do tureckich organów ścigania, które na jego wniosek ochoczo blokują lub ograniczają dostęp do kolejnych witryn. Cenzura w Turcji ma się, jak widać, nieźle.
WordPress.com zawiera, jak łatwo można sprawdzić, sporo stron na temat Adnana Oktara. Jednakże sąd turecki się nie szczypał i nie rozmieniał na drobne. Jako że administratorzy nie kwapili się do usłużnego usuwania niepochlebnych wypowiedzi (zapewne dlatego, że nie naruszały regulaminu WordPressa - wierzcie mi, reagują, sprawdzałem), zablokował Turkom dostęp do całej domeny wordpress.com, czyli odciął od miliona blogów w kilkudziesięciu językach.

Komentarz? Pierwsze słowo w tytule posta. Trzeba więcej?

Eksperymenty niekoniecznie naukowe

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 23:11

(Pytanie na dzień dobry: kto zgadnie, z czego/kogo cytatem jest tytuł posta?)

Fantazja mi się ostatnio włącza. Przy sporządzaniu jakiegokolwiek posiłku o stopniu skomplikowania wyższym, niż kanapki i herbata, zaczynam kombinować i eksperymentować. A mam jak - w domu od dawna była pełna półka przypraw, a ciotka, u której pomieszkuję, ma ich jeszcze więcej.
Żeby nie być gołosłownym - moja dzisiejsza kolacja. Tosty - takie nieco podbarwione. Warstwowo rzecz przedstawiała się tak:

  • kromka chleba tostowego
  • masło
  • czosnek w proszku
  • ser gouda
  • oregano
  • wędlina
  • bazylia
  • pieprz ziołowy
  • masło
  • kromka chleba tostowego
  • mieszanka keczupu i sosu Paprini

Miodzio:)

A tak poza tym następny news z kuchni: potwierdzam oficjalnie zdolność zrobienia naleśników:P (tak, usamodzielniam się…)

18 sie 2007, sobota

?

Kategoria wpisu: Przemyślenia — yoozeq @ 20:38

Zasadniczo to jest bardzo zły moment na pisanie posta.
W sumie to jestem pijany. Nie, nie wypiłem ani grama alkoholu, ale wiadomo nie od dziś, że stan oszołomienia i totalnej radości (zakończony kacem-gigantem, stanem kompletnego wyczerpania i co tam jeszcze chcecie) może wywołać nie tylko C2H5OH. Doskonałe narkotyki potrafi wyprodukować nasze własne ciało. Tak doskonałe, że pozwalają nawet wpaść w ciąg. 24/7. 7/24. I że można mieć przesyt.

***
Dość mam. Faktu rozwijającego się we mnie (i nie tylko) uzależnienia. Tego, że stopniowo tracę panowanie nad własnym życiem. Że z moich czynów jasno wynika, że nie do końca zależy mi na tym, by kierował nim Jezus, jak kiedyś postanowiłem. Czyli innymi słowy hipokryzji. I to może nawet głębszej, niż u tych pań, o których ostatnio wspominała magdaef. Monotematyczności moich myśli, przekładającej się nawet na treść postów na blogu. Dziecięcej zabawy w udawanie dorosłego. Życia rzeczywistością, której jeszcze nie ma, która jest projekcją moich marzeń i prawdę powiedziawszy nikt nie da mi gwarancji, ze w ogóle kiedyś zaistnieje. Oraz tej cholernej matematyki i chemii, która ma uspokoić przez najbliższe kilka dni.

***
Napisała do mnie Ania z grupy studenckiej, którą prowadziłem. Rozradowana po rekolekcjach. A mnie w tym roku ominęły rekolekcje, a z powodu pracy ominie i pielgrzymka. I zaczynam teraz bardzo, ale to bardzo tego żałować. Bo ostatnie cztery lata przyzwyczaiły mnie bardzo do wakacyjnego ładowania “duchowych akumulatorów” gdzieś bardzo daleko od domu i codzienności. Po to, żeby łatwiej i godniej tę codzienność potem przez cały rok przeżywać. Teraz będę musiał wykrzesać z siebie tę siłę w inny sposób…

Wiem, jak stracić siebie. Pytanie, czy uda mi się siebie odzyskać. Stanowczo będę potrzebował Bożej pomocy.

Is this what they call freedom?
{Switchfoot - “The Blues”}

17 sie 2007, piątek

Zielono-żółto

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 8:19

W biurze jest duszno. Wewnątrz mnie jeszcze bardziej… (”Uwolniłeś potwora…”)

Prawdę powiedziawszy od jakichś dwóch tygodni jestem z duszą i ciałem na jakiejś gigantycznej huśtawce. I w tej chwili jestem tym ostatecznie zmęczony.

Z jednej strony dorosłość nadeszła poniekąd za szybko. Z koniecznością uporządkowania trybu życia, odpowiedzialnością, pracą…
Z drugiej strony jedna, jedyna, ostatnia sfera, w której nie mam szans na dojrzałość w najbliższym czasie.
Po raz kolejny pozostaje mi się podpisać pod wykładami Pawlukiewicza, zwłaszcza tym o mieszkaniu razem przed ślubem.

Brakuje mi w tym wszystkim porządku. Bo sam fakt wstawania dzień w dzień za pięć szósta sprawy nie załatwia.
I brakuje mi radykalizmu. Tego, na który tak łatwo się zdobywam w innych kwestiach, jak alkohol, uczestnictwo w Eucharystii…

Noża na gardle nie czuję. Nie mam mimo wszystko wrażenia, żebym musiał iść do spowiedzi. Ale chcę. Do ciszy, spokoju i bieli tęskni moja dusza, ciało, rozum i pamięć.

Co tu zrobić, żeby nie mieć stu dobrych, ambitnych pomysłów, które pójdą do kosza przy pierwszej nadarzającej się okazji, tylko jeden taki, który faktycznie wprowadzimy w życie?…

6 sie 2007, poniedziałek

Zmęczenia

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Codzienność — yoozeq @ 23:15

Zmęczenie w całej masie odsłon.

Karol - operator wałka/pędzla/szpachli, przerabiający brudnoszarą biel na fantazyjnie nazwane odcienie żółci i pomarańczy. Z różnymi efektami specjalnymi po drodze, z których najłagodniejszym było przypadkowe wymieszanie farb.

Karol - pracownik korporacyjny. Wstający koło szóstej rano, koło 22 walczący z klejącymi się oczami. Wyobrażacie sobie to? Ja jeszcze nie do końca, a to już stało się rzeczywistością.

Karol - trzykrotnie w tygodniowych odstępach dający się rozedrzeć na pół swojej dwoistej naturze.
Obraz i podobieństwo Boga, wprost wynikające z bycia dziełem Jego stworzenia i częścią mistycznego Ciała Chrystusa (tak, mówię o Kościele).
I permanentnie odzwierzęca część mnie. I nie tylko mnie.
Całość oprawiona w mgłę bieli, szorstkość czerni i ciepłe złoto.
Slideshow w głowie po chwilę obecną. Co dzień. W HD i w 7.1.
I wrażenie, że nieco ważnych rzeczy się gdzieś pogubiło w ciągu ostatnich paru miesięcy.

Karol - trzy spowiedzi w tygodniowych odstępach i dopiero trzecia uwieńczona mocnym postanowieniem poprawy. Proszący o modlitwę, żeby było jak najmocniejsze i jak najtrwalsze.

Karol - gotów podpisać się pod przeczytanym wczoraj “mnie to się nie podoba”. Układający sobie wzory ze słów, z Konnektowego notifiera, z nierozfoliowanego Tomorrow na stole i dziesiątek innych, drobnych rzeczy. Średnio zadowolony z obrazu klarującego się w wyniku tej układanki, bo trzeba wreszcie temu obrazowi spojrzeć w oczy. A Karol naprawdę nie lubi bawić się w chirurgię dusz bez znieczulenia.

Karol - człowiek lekko zmęczony i zmuszony do wyrywania momentów odpoczynku z bieżącej rzeczywistości. Bądź co bądź wakacje skończyły mu się dzisiaj.

{James Blunt - “You’re Beautiful” (live)} - wiadomo…

Blog na WordPress.com.