yoozeq w snapszotach

31 lip 2007, wtorek

Migawka

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 10:52

Niebo pochmurne, herbata z cytryną za 1,50 zł słaba strasznie. Toaleta elegancka, biurowiec naprawdę spory. Pani, z która spotkam się za dziesięć minut, zapewne całkiem sympatyczna.
PS. GPRS w Orange Go za drogi. Trzeba pomyśleć nad wachlowaniem taryfami…
PS2. Cała masa intencji do przemodlenia, szczególnie od wczoraj…

***
Update: jestem zatrudniony:)

25 lip 2007, środa

Semantyka

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 17:19

- …rodzinę pełną miłości… zrozumienia…
- I Pana Boga…
- No przecież mówię! :)

21 lip 2007, sobota

Dwie skuteczne burze nad Niewiadowem

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 10:36

To jest przykładowa odpowiedź na pytanie “co znaczy, że burza była skuteczna”:

Efekt burzy nad Niewiadowem 20.07.2007

***
Chałwa
Waniliowa. Z “Odry”. Dobra naprawdę.

W sumie to dziś była bez smaku.

“Bycie normalnym boli”, żadne odkrycie.
Teraz już ewidentnie wiem, że odwlekanie wizyty w pewnym salonie (wiadomo jakim) bardzo średnio wyszło mi (żeby tylko…) na zdrowie. A ja naprawdę nie chcę lecieć tam biegiem, z nożem na gardle. Bo nie znoszę tego.

Nadmuchany balon. Rozdwojenie.

(Tak BTW to mam pomysły, nie? Znów opleść stary temat w nowe słowa…“Primo, trzeba mieć zamysł, żeby utrzymać słuchacza, wydając siódmy album o tym samym” - jak powiedział Łona. Bo który to już raz piszę coś takiego?…)

{Hey i Bartosiewicz- “Moja i Twoja nadzieja”}

13 lip 2007, piątek

Cud codzienny

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Codzienność — yoozeq @ 11:11

Byłem wczoraj w kościele. Na mszy.

To był zupełnie zwykły kościół parafialny w środku miasta. I zupełnie zwyczajna msza w środku tygodnia, w środku okresu zwykłego. Bez kazania, bez organisty, z księdzem, co śpiewał psalm, bo nie miał kto. Ze średnią wieku w ławkach mniej więcej na poziomie pięćdziesięciu paru.

I byłem na tej mszy świadkiem cudu.
Bóg, Stwórca wszechświata, Nieskończoność i Doskonałość - zamknął się w kawałku chleba eucharystycznego i przyszedł do mnie i kilkudziesięciu innych osób. Takich zupełnie zwykłych ludzi, którzy nie wyróżniali się niczym… poza może tym, że w środku tygodnia chciało im się zmoknąć i przyjść na Eucharystię.

Cudów się nieraz tak często dopraszamy, o cudach marzymy, o cuda się modlimy i błagamy… Cuda dzieją się codziennie. Pół godziny drogi pieszo od nas. Za darmo i bez abonamentu. Jezus zaprasza.

10 lip 2007, wtorek

Protège Moi

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki — yoozeq @ 1:03

Raz, że cholernie lubię tę piosenkę.
Dwa, że w powietrzu wokoło ostatnio zrobiło się gęsto. Za gęsto.
Przypomina mi się, jak w Środę Popielcową mijaliśmy w kompletnej ciemności cmentarz, idąc do kościoła… Tak, śpiewałem to…


{Placebo - “Protect Me From What I Want”}

6 lip 2007, piątek

Przeciwdeszczowo

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 13:05

Jako że pogoda (przynajmniej w Łodzi, ale słyszałem wczoraj, że nad morzem na przykład też) jest beznadziejna, szara, mokra, zimna i dołująca, postanowiłem podzielić się z wami jakimś cieplejszym obrazem. Patrzcie tylko…
Zachód słońca nad Zalewem Sulejowskim

Owszem, 20 czerwca 2007 nad Zalewem Sulejowskim było pięknie. Ale co powiecie na to, że tę fotkę zrobiłem… Nokią 6020?

Routery grają w ping-ponga

Kategoria wpisu: Komputery i Internet — yoozeq @ 12:54

Routery grają w ping-ponga
I tak dalej, póki TTL-u nie brakło…
(maszyna docelowa to stacja kliencka pewnej sieci - nazwijmy to - osiedlowej, prawdopodobnie wyłączona w momencie traceroute’owania)

4 lip 2007, środa

Ciśnienie

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 17:33

Niebo na pewno ma zdrowe serce, bez skoków ciśnienia. Bo nie ma najmniejszych problemów z płaczem.
Może moje serce też będzie zdrowsze po tym spacerze po parku w deszczu z “Iris” Goo Goo Dolls na uszach. Bo przynajmniej mi puścił kran.

Sam nie wiem, jak się czuję. Może wszyscy przez ostatnie parę dni ulegliśmy na chwilę zabawie “pobawmy się w życie przyszłością”. Bo teraźniejszość byłaby zbyt bolesna. Chociaż takie swoiste udawanie też nie jest przyjemne. Aczkolwiek mam ochotę po raz dziesiąty powiedzieć, że w takich okolicznościach wszystko jest normalne.

I może we mnie działo się i dzieje coś innego, niż we wszystkich, którzy tam zostali, ale objawy troszkę podobne. Wczoraj we dwoje płakać nie umieliśmy. I we dwoje chyba potrzebowaliśmy ulgi. I to mnie wbrew logice przyciągnęło jeszcze raz do Tomaszowa. Już mi się nawet nie chce liczyć, ile wydałem na przejazdy. Wiem tylko, że bez namysłu zrobiłbym to jeszcze raz.

Nie jestem jeszcze w rodzinie. Ale raczej nie jestem też już poza nią. Dziwnie.
Nawrót poczucia bezdomności? Może. Dziwnie. (“Tobie jest dom potrzebny… taki z papciami, z ciepłym obiadem… i z wi-fi” - nie ma jak zrozumienie:*)

{Jose González - “Heartbeats”
Osiecka/Janda - “Na zakręcie”}

***

Komentarz, który usunąłem spod poprzedniego posta, dowodzi, że przypadków totalnego skretynienia na świecie nie brakuje. Mając czternaście lat rozumiałbym, że gdy ktoś pisze o śmierci, to kwitowanie tego zaproszeniem do głupich konkursików jest rażące i jeszcze głupsze, niż zazwyczaj.

Blog na WordPress.com.