“Skandaliczna postawa naszej prezydentowej, która stanęła po stronie lewicowych feministek i opowiedziała się przeciw konstytucyjnej ochronie życia, wywołała falę zgorszenia w środowiskach katolickich.”
(z bloga W. Wierzejskiego)
Przepraszam bardzo, ale nie uważam, żeby pan miał prawo wypowiadać się w takim tonie, panie Wierzejski. Środowiska katolickie, w tym przedstawiciele Episkopatu Polski, wyraźnie jakiś czas temu mówiły o tym, że obecne rozwiązanie prawne co do aborcji jest wynikiem dużego kompromisu i należy pozostawić je w istniejącym kształcie. Bo porozumienie nad tym prawem było ciężkie i trudne, a rozdrapywanie teraz sporów Polsce nie jest potrzebne. Za to może jest potrzebne panu, żeby pan nie utonął w sondażach.
Jeśli pan chce zademonstrować, że nie lubi pan prezydentowej albo nie zgadza się z jej poglądami (do czego ma pan konstytucyjne prawo), to niech pan wygłasza swoje stanowisko. Ale niech to będzie pańskie własne, a nie “środowisk katolickich”. Należę do środowiska katolickiego, zaręczam - i niech pan wie, że sposób wyrażania przez pana poglądów absolutnie nie uprawnia pana do wypowiadania się za mnie i za to środowisko.
Żeby było jasne - jestem przeciwnikiem aborcji. Zdecydowanie. Ale jestem też przeciwnikiem robienia wokół siebie szumu i próby budowania kapitału politycznego przez twierdzenie, że reprezentuje się środowiska katolickie. Zarówno ojciec Rydzyk, jak i pan Wierzejski mówią o swoich “katolickich” poglądach językiem zdecydowanie niekatolickim. I wprost napiszę, że mnie - jako żarliwemu katolikowi - to się nie podoba.


