yoozeq w snapszotach

26 lut 2007, poniedziałek

#FF8000

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki, Pozostałe — yoozeq @ 2:41

Nad moim światem powoli zaczyna robić się ciepło i jasno… Klimaty w rodzaju Sylvii Plath zdecydowanie nie korespondują z moim obecnym stanem ducha. I piszę to nawet mimo obaw o wtorkowy egzamin. Jest coś w tym, że Konrad przyniósł dziś newsa z obietnicą wiosny…

Oprócz nazwiska pani Plath, które w nie do końca wyjaśniony sposób wyszło dziś z zakamarków mojej pamięci, wyszło z niej też opowiadanie Stachury “Pokocham ją siłą woli”. Polecam szczerze. I życzę dobrej nocy.

24 lut 2007, sobota

Frajer

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 2:35

W dzisiejszych rozważaniach Drogi Krzyżowej ks. Adamek użył tego słowa co najmniej trzykrotnie.
Tak, w dzisiejszym świecie niesienie Krzyża to frajerstwo. Poświęcenie, prawda, uczciwość, zasady - to wszystko się przeżyło, należy to schować do lamusa i udawać najlepiej, że nigdy tego nie było…

Było. Jest. I będzie.
W moim życiu przynajmniej - tego chcę.
Jest jedna prawda, na której jestem w stanie oprzeć siebie i swoją przyszłość i tą prawdą jest Jezus Chrystus. Jestem frajerem, bo wierzę, że nawet najtrudniejsze da się przejść z Jego Krzyżem na plecach. Chociaż kręgosłup mam chory miejscami, jak wiecie.

I skoro piszę to publicznie, to jestem z tego frajerstwa dumny.

***

coz… moze po prostu ma byc tak ze rodzine zaplanuje ci Pan Bog…..

(cytat z nocnej rozmowy z M., za którą jeszcze raz dziękuję)

Ufam. I chcę żyć i oddychać tym zaufaniem.
Przecież i tak niczym innym oddychać się nie da tak naprawdę. A ja chcę życia naprawdę. Nie “jakoś”.

22 lut 2007, czwartek

Pokuta

Kategoria wpisu: Bóg-wiara-kościół-Oaza, Przemyślenia — yoozeq @ 15:41

Nie, nie mam zamiaru rozpisywać się o Środzie Popielcowej za bardzo. Powiem tylko tyle, że cieszę się, że sumienie potrafi mnie nie tylko boleć, ale i mniej lub bardziej wyraźnie kłuć. I że odchodząc od konfesjonału wiem zawsze, że warto było tam iść.

“Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz, a Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym” - usłyszałem wczoraj z ust kapłana. Nie ukrywam, że najbardziej trafiła do mnie ostatnia część tego zdania. Bardzo, bardzo jasna i konkretna obietnica. Owszem, Bóg stawia wymagania. Ale nikt i nic nie da człowiekowi takiej obietnicy i takiego poczucia bezpieczeństwa. Bo w końcu, cytując Grosera, Michalinę i mój opis z wczoraj “z miłości jesteśmy i w miłość się obrócimy”…

A propos spowiedzi… ostatnio dwa razy trafiło mi się, że oprócz pokuty ksiądz dał mi też bardzo konkretne zalecenie. Jakiś miesiąc z hakiem temu było to zalecenie złożenia tacie spóźnionych życzeń na imieniny. Ostatnio zaś spowiednik zaczął od pytania, czy mam dostęp do Internetu. Kiedy odpowiedziałem twierdząco, zalecił mi przesłuchanie dwóch wykładów ks. Piotra Pawlukiewicza. Tak, tego faceta, który naprawdę konkretnie punktuje na przeróżne tematy, na którym co poniektórzy psy wieszają za luźne miejscami trzymanie się w swoich wypowiedziach i sądach nauki Kościoła… ale tak czy siak warto posłuchać. Tutaj (11,6 MB) i tu (93 MB - ten mi zalecono, aczkolwiek znam go już, zresztą w czasach mylog.pl już go podlikowałem) macie przykładowe dwa (w treści podobne, ale polecam oba). Chociażby po to, żeby dowiedzieć się, jaki jest najlepszy salon kosmetyczny. A wierzcie mi, sprawdziłem - jest. Żywy, uśmiechnięty i różowy dowód tego widziałem… :) Trzeci (czyli drugi z tych mi poleconych) dopnę tu, jak znajdę.
Tutaj jest jeszcze więcej, jakby ktoś chciał.

21 lut 2007, środa

Public service announcement

Kategoria wpisu: Codzienność, Przemyślenia — yoozeq @ 0:05

Przez ostatnie dwa tygodnie nad moim światem przechodziła burza.
Burza ta bardzo skutecznie utrudniała bliski kontakt ze mną, za co przepraszam.
Burza ta wygnała mnie z mojego własnego życia. Sprawiła, że zacząłem udawać kogoś, kim nie jestem. Postępować wbrew sobie - z krzywdą dla siebie i nie tylko.

Burza ucichła dziś wieczorem. Jakiś czas potrwa szacowanie strat, usuwanie połamanych gałęzi, naprawianie zerwanych linii energetycznych i komunikacyjnych.

Ale jestem.
Wróciłem.
Powoli zabieram się za nadrabianie zaległości we własnym życiu.
Nie, ten wpis nie ma nic wspólnego z sesją, moja sesja trwa i potrwa jeszcze (mam nadzieję, że tylko) tydzień.
(więcej…)

18 lut 2007, niedziela

Połóż mnie

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 22:03

Tak, powiedzmy to sobie szczerze, to poprawia samopoczucie. Nawet ta kosmetyczna otoczka, składająca się z mojego stroju i środowiska programistycznego Javy na ekranie laptopa na moich kolanach w pekaesie. Oraz fakt, że jadę do Łodzi dlatego, że ktoś tam na mnie czeka. Odwykłem widocznie od bezpośrednich oznak stałej troski o mnie. Ba, po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że nawet nigdy nie byłem do nich przyzwyczajony. Ostatnie dwa i pół roku tym bardziej przyzwyczaiły mnie do tego, że trzeba sobie samemu gotować, prasować i prać itd.

Odrobinę tylko przeraża mnie wizja przyzwyczajenia do tego. Odrobinkę… A może świadomość, że poniekąd częściowo już się przyzwyczaiłem.

(pisane w autobusie, burżujstwa z komórką i GPRS sobie oszczędziłem. Zresztą otwarty Firefox i działające offline’owo Wstecz/Dalej pewnie powoduje, że ci kolesie z tyłu myślą, że mam BlueConnect albo coś w tym guście… :P)

PS. Światła łódzkich ulic, Radek, Markiewicz i Fermata i ten farbowany platyniarz podsuwają mi myśl, że to w pewnym sensie z naszego zmęczenia światem…

Zielono / czarno

Kategoria wpisu: Komputery i Internet — yoozeq @ 15:04

Przez parę dni miałem lekko zmieniony layout foobara, czyli wersję zniebieszczoną, bo zieleń mi się znudziła.
foo_niebieski.PNG
Stwierdziłem jednak, że jestem chyba stworzeniem zbyt ciepłolubnym jak na zimny błękit. Wróciłem do starego layoutu. Wygląda tak:
foo_zielony.PNG

PS. Tak, dobrze się wam zdaje, piszę o pierdołach i zajmuję się pierdołami zamiast zajmować się projektem.
PS2. Tak, wiem, że mam bardzo elegancką, czarną skórę na interfejsie systemu:) Tutaj jest możliwość jej pobrania i instrukcja instalacji. Polecam zwłaszcza w zestawieniu z całkowicie czarnym pulpitem, jeśli ktoś ma w zwyczaju spędzanie przy kompie w porywach do kilkunastu godzin na dobę, jak ja…

Air max classic

Kategoria wpisu: Muzyka-film-książki — yoozeq @ 12:14

Tede mnie śmieszy. A szczególnie nawijając o ciuchach.
Bawi mnie niesamowicie Nowator z tekstem o kreskach z dissu na Tedego.
Żenują mnie toaletowo-seksualno-antysemickie porównania Piha.

Nie śmieszy mnie natomiast to, że kodek C-Media z płyty głównej desktopa domowego gra przez moje Thomsony ładniej niż ten z mojego laptopa.
A trochę załamuje mnie Kalwi & Remi na playliście Młodego. Obok całego tego hh, Metalliki, Pidżamy i Limpa.

A jak już jesteśmy przy muzyce, to niekwestionowanym królem moich uszu od paru dni jest półoficjalny album Evanescence “Not For Your Ears”. Ze szczególnym naciskiem na “Missing”, “Even In Death” i “Bring Me To Life” (w zupełnie innej wersji, niż ta znana z mediów i płyty “Fallen”). Stanowczo polecam.

{Tede - “Air max classic”}

17 lut 2007, sobota

Elektryka i self-hacking

Kategoria wpisu: Komputery i Internet — yoozeq @ 16:09

Najpierw będzie o elektryce.
Wyobraźcie sobie taki układ: komp z PII 400 MHz, 256 MB RAMu, grafiką najpierw Matrox G200 a potem G400, CD, nagrywarką, dyskiem 8 GB i kartą TV. Przez jakieś 3 lata używany też do przeglądania netu - czyli wpięty modem USB od Neo. Maszyna pada o dowolnej porze dnia i nocy. I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to jednak nie wina Windows 98 tylko hardware’u. Bo czasem nawet na klawisz Reset nie reaguje poprawnie.
Udało się po mniej więcej godzinie dłubania stwierdzić, że z jedną z dwóch kości RAM zostawioną samą maszyna w ogóle nie wstaje. Kłopot w tym, że usunięcie felernej kości nie usunęło bynajmniej problemów ze stabilnością. Ani brzydkiego, czerwonego komunikatu “System hardware error” w BIOSie przy starcie.
W pewnym momencie mój coraz bardziej zrezygnowany wzrok padł na zasilacz.
Zasilacz miał 230 watów. I chyba więcej nie muszę mówić.
Ciągnął tę maszynę jakieś 6 lat. Aż dziwne, że w tym czasie się nie sfajczył.

***

Teraz będzie krótka historia o tym, jak Karol hakował sam siebie.
Karol, jak wiadomo, używa Mozilli Thunderbird. I czterech różnych kont mailowych na trzech serwerach. Logiczne, że nie chce mu się za każdym razem klepać haseł. Logiczne, że kazał je więc zapamiętać i zabezpieczyć głównym hasłem.
Mniej logiczne, że albo miał ciężką zaćmę, kiedy ostatni raz zmieniał to hasło albo Thunderbird zwyczajnie nie zapamiętał go poprawnie. Dość powiedzieć, że TB w pewnym momencie z uporem maniaka zaczął je odrzucać jako błędne… Stanąłem przed denerwującym brakiem możliwości odebrania i wysłania poczty z poziomu TB. A nawet przez myśl mi nie przejdzie, żeby wracać teraz do interfejsów WWW.
Google. “mozilla master password recovery”. Czytam. Szukam. Pobieram. Instaluję. Odpalam. Łamanie własnych haseł… ciężka robota. Nieudana zresztą.
Co pomogło? Znów chwilowa zaćma. Żeby użyć łamacza haseł, musiałem podać mu ścieżkę do pliku z bazą kluczy (\Documents and Settings\[nazwa użytkownika]\Dane aplikacji\Thunderbird\Profiles\[nazwa profilu]\key3.db pod WinXP). Plik na wszelki wypadek postanowiłem gdzieś skopiować i łamaczowi dać do obróbki kopię.
Omsknięcie palców. Zamiast Ctrl+C nacisnąłem Ctrl+X. Skutek? TB nie znalazł pliku z hasłami i najzwyczajniej zaczął pytać od nowa po kolei o hasła do poszczególnych kont. A te przecież znam…:)

***

Morał: nie warto oszczędzać na zasilaniu, za to czasem warto być blondynką :P

15 lut 2007, czwartek

Update

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 20:36

Się działo ostatnio.
Bardzo, bardzo dużo.

Cała przeogromna masa spraw naraz próbowała nadszarpnąć moją równowagę. Udało im się w zasadzie nawet. Cieszę się niesamowicie, że jestem w domu, może tutaj przynajmniej trochę odpocznę od łódzkiej i akademikowej codzienności. Wyleżę się w wannie (ostatni raz miałem okazję półtora miesiąca temu). Cały czas wprawdzie w tle szwendać się będą grafy i różniczki oraz projekt z Javy, ale i tak mam nadzieję na przejęcie odrobiny ciszy z tego osiedla… Póki co nawracamy Młodego na foobara:)

Co będzie? Nie wiem nawet do końca co będzie jutro. Czego chcę? Póki co to wiem, czego nie chcę. To już coś.
Wierzę i ufam. I mam nadzieję się na tym nie wyłożyć. Jestem z tych dziwnych ludzi, którzy mają defaultowo ustawione mówienie prawdy.
Wszystkie bliskie relacje międzyludzkie mają w sobie tyle sensu, na ile jest w nich Bóg.

Hmmm… ani-M, jedno zdanie komentarza do wczorajszego maila i rozmowy na tlenie: w dalszym ciągu uważam, że zostałem potraktowany co najmniej arbitralnie, żeby nie powiedzieć bezczelnie. Do uzasadnień typu “bo nie” i tłumaczeń bez tłumaczeń to była uprawniona najwyżej moja mama i to jakieś piętnaście lat temu. Nie wiem, kto dał ci prawo ubezwłasnowalniania mnie.

{Evanescence - “Missing” w wersji z “Not For Your Ears” - rządzi…}

13 lut 2007, wtorek

Wakeup

Kategoria wpisu: Codzienność — yoozeq @ 18:33

Dobra, obudźmy się.

Mam na imię Karol, w Łodzi jest jest wtorek, trzynasty lutego 2007, ofiar w ludziach nie było, klosz nade mną jest zarysowany a nie pęknięty, kamienia w bucie nie czuję. Piasek a i owszem, ale piasek się da wysypać.

Przyszłość się na chwilę obecną nie rysuje, ale to nie znaczy, że jej nie ma. Ani że jest czarna. Nie będzie!

Głęboki wdech. Kawa. Wracamy do rzeczywistości.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.